Zapraszamy do obejrzenia videoklipu piosenki „Put Out The Fire”, zespołu Queen, wykonanego w After Effects z pomocą Photoshopa. Autor klipu, Krzysztof Micielski, stworzył teledysk składający się w większości z fragmentów starych klipów grupy Queen wykonanych od nowa za pomocą szmacianych lalek!

Klip powstawał 12 miesięcy, z czego siedem trwała sama animacja i montaż całości. Powstawanie figurek zaczynało się od poszukiwania materiału wyjściowego (zdjęcie, fragment klipu), następnie rozrysowywano szkice koncepcyjne figurek oraz ubrań. Figurki mają ok. 16 cm wysości. Ciekawostką jest to, że oczy i usta są wyszywane. Sporo czasu zajęło zdobycie odpowiednich materiałów, np. motoru dla Briana (w kawałku „Crazy Little Thing Called Love”). Niektóre z zestawów figurek musiały zostać wykonane wraz z odpowiednimi meblami (skórzany fotel z wywiadu z Freddie’em, pufy z „One Vision”, krzesełka) i instrumentami (gitary – czasami z drewna, czasami z materiału, bębny).

Niektóre części samych figurek powstawały w różne dziwne sposoby, np. włosy Briana to spruty sweter. Figura Freddie’ego z Montreux na samym końcu teledysku, także powstała jako miniaturka, w tym przypadku z modeliny. Na koniec coś o nosie Johna, otóż wg dziewczyn kształt probówki nadawał się idealnie, gdyż inne nosy nie współgrały z figurką i sprawiały, że Deacon nie był do siebie podobny.

Wybór piosenki został poprzedzony solidnym przeglądem wszystkich utworów Queen. Piosenka „Put Out The Fire” była kawałkiem dość zapomnianym, przy tym pochodziła z albumu „Hot Space”, z którego nie powstało zbyt wiele teledysków. Ważnym elementem była długość samej piosenki, która nie mogła być za długa – wtedy prace by się przeciągnęły dość znacznie, ani też zbyt krótka, a akurat ten utwór mieścił się w trzech standardowych minutach. Poza tym jest to utwór, który nam się spodobał gdyż jest żywiołowy i wydawało nam się, że będzie współgrał z wizją teledysku.

Aspekty techniczne

Pierwszą ciekawostką są usta. Trochę nie wiedziałem jak to ugryźć. Początkowym zamysłem było rysowanie ust i wklejanie ich na figurki, jednak efekt nie był zadowalający, usta za bardzo się odcinały od całości. Wpadłem więc na pomysł wycięcia ich ze wszystkich figurek i stworzenia bazy, a następnie poprzez dodawanie lub odejmowanie im wąsów wpasowywania w poszczególne figurki śpiewającego Freddie’ego. Dużo zabawy sprawiło mi tzw. lip-sync: ustawiałem sobie lustro i patrzyłem na własne usta, następnie podkładałem przypominające moje usta, usta Freddiego.

Scena z koncertu w Rio z grającym Brianem pasowała świetnie jako wstęp z grającą gitarą, tło powstawało jako zlepek zdjęć z grafiką 3d – oczywiście tego nie widać aż tak bardzo ponieważ jest rozmazane ale zależało mi na przywiązaniu do szczegółów.

Prezentacja wszystkich członków zespołu w formie zdjęć z polaroidów wydawała mi się fajnym pomysłem, gdyż sam komplet był wzięty z sesji zdjęciowej Queen w początkowych latach ich działalności, więc zdjęcia do siebie pasowały. Autografy na zdjęciach są skanami oryginalnych podpisów członków zespołu.

Trzy pojawiające się okna ze śpiewającym zespołem to oczywiście inspiracja „One Vision”. Ciekawostką jest, że tutaj np. John Deacon nie śpiewa, nie miałem po prostu dla niego otwartych ust, dlatego też jest lekko zblurowany aby to zamarkować.

Fred na fotelu to oczywiście odtworzony fragment wywiadu, całe tło zostało dodane na komputerze, tak jak i dym z papierosa. Widać też, że ręka z papierosem nie porusza się płynnie tylko skokowo, albowiem żadna figurka nie była przystosowana do animacji poklatkowej, nie miały w środku drucianego stelaża, dlatego też musiałem zrobić zdjęcia ręki w różnych pozycjach, a następnie powklejać w odpowiednie miejsca. Złota płyta z tyłu nie jest płytą Queen, przerobiłem ją lekko, żeby była płytą Queenu

Kolejny fragment One Vision – kopie scen z wideoklipu. Tło przy zespole siedzącym za stołem jest oczywiście dodane komputerowo, także sam stół i stojące na nim przedmioty to efekt komputerowy.

Scena w Montreux z zespołem stojącym przed barierką to kopia zdjęcia, jakie wygrzebaliśmy w jakimś albumie Queen. Samo tło powstawało jako zlepek wielu fotografii jeziora genewskiego. Ciekawostką praktycznie niewidzialną jest to, że chmury się przesuwają oraz to, że poszczególne elementy tła są w różnej odległości, przez co przy oddaleniu kamery powstaje wrażenie przestrzeni zamiast zwykłego statycznego zdjęcia. Latające pyłki to oczywiście efekt wygenerowany i nałożony komputerowo.

Postać idącego Briana powstała jako animacja poklatkowa, ale tworzona już bezpośrednio na komputerze. Chciałem też umieścić znanego z klipu pingwina, ale testy nie wypadły zachęcająco i zdecydowałem się na samą postać.

Freddie w futrze to scena, którą nagrywaliśmy z udziałem mini green boxa. Powodem było to, że chciałem aby futro było ruchome i lekko powiewało, oczywiście taka animacja nie powstałaby poklatkowo, dlatego efekt wiatru powstał przy użyciu domowej suszarki, zaś tło zostało dodane komputerowo.

‘Fred i Monserat’ było inspirowane ich wspólną piosenką „Barcelona”, powstałą na otwarcie igrzysk. Tło, ognie oraz dym to efekt pracy komputera, celowo dym zasłania nogi, gdyż nie mogłem zrobić idącego Freda, jak i samej Monserat (głownie za sprawą ciągnącego się za nią tiulu).

Szybki najazd na Freddie’ego śpiewającego na kanapie wynikał z dość nieciekawego wyglądu całego zespołu na tym ujęciu, Ciekawostką jest to, że pozostałe 3 figurki (poza Freddie’em właśnie) występują tylko w tym krótkim ujęciu. Szybkie błyski miały symulować flesz aparatu, a trzęsąca się kamera miała dać złudzenie filmowania z ręki.

Scena Briana wchodzącego na scenę to animacja poklatkowa. Grający na bębnach Roger (z materiału) został specjalnie pokazany przez trzęsącą się kamerę, która gubi ostrość, aby dać wrażenie filmowania na koncercie.

Tył trzech członków zespołu z przejeżdżającą kamerą nie pokazującą ich z przodu, wynikał z tego, że komplet figurek nie był zbyt udany, ale szkoda było ich nie wykorzystać, bo akurat miały fajne ubranka – dlatego powstał tylko taki krótki fragmencik.

Tańczący Fred z klipu „I was born to love you” powstał jako pierwszy, starałem się oddać te same ruchy, które Freddie wykonywał na samym klipie. Lustra w tle to oczywiście powielony ten sam Fred, którego widzimy z przodu.

Fragment, w którym grają Brian i Roger, powstawał na komputerze w 3D. Fred w żonkilach to oczywiście kopia sceny z „I’m going slightly mad”. Tylne tło kwiatów to statyczne zdjęcie, a przednie to ruchome żonkile – kopie jednego i tego samego kwiatka, tylko różnie animowane.

Fragment gdzie Fred idzie przez biuro – ruch figurki to animacja poklatkowa, tło zostało wygenerowane w 3D. Jest tutaj mały błąd: otóż postać Freddie’ego nie odbija się w śmietniku stojącym przy drzwiach.

Scena z Brianem na motorze także powstała w 3D. Klaszczące ręce to ręce Freddie’ego z innej figurki. Motor był rekwizytem, który dziewczyny wysępiły od kolegi (thx Krystian). Światło przechodzące przez okulary Briana to efekt komputerowy.

Komplet figurek w scenie z pociągiem (z teledysku do “Breakthru”) także występuje tylko w tym króciutkim fragmencie, jako że figurki nie były zbyt podobne do prawdziwych członków Queen. Tło powstało jako zlepek paru zdjęć, na które nałożyłem zbliżającą się lokomotywę z charakterystycznym Q na przedzie.

Roger zdejmujący okulary powstał jako pewien mały trik. Otóż oryginalna figurka Rogera nie miała oczu – zamiast nich były czarne okulary. Oczy zostały podmienione z innej figurki, a okulary usunięte komputerowo.

Scena w kapeluszach wzorowana była na zdjęciu z książeczki do płyty „Made In heaven”. Dodałem u góry znaczek, gdyż wydawało mi się to fajnym pomysłem, zwłaszcza, że kopia zdjęcia jest bardzo udana😉.

Scena z koncertu, gdzie na pierwszym planie są ludzie, została potraktowana filtrem dającym sporą ziarnistość, taki mały hołd amatorskim nieautoryzowanym wersjom koncertów Queen, które można czasami zdobyć – kręcone słabymi kamerami i z tak niską jakością obrazu, że nie wiadomo właściwie kto to tam śpiewa.

Całujący się Fred i Monserat, powstali na green boxie, aby animacja ich ruchów była płynna.

Końcowa scena to oczywiście kopie okładki „Made In heaven”. Tło powstało ponownie z różnych zlepków fotografii, domek także jest z innej fotografii, sama figurka Freddie’ego to figurka, którą dziewczyny wykonały z modeliny a następnie komputerowo nadałem jej kolor niebieskawy.

Zapraszam do obejrzenia klipu „Put Out The Fire”:

Autor: Krzysztof Micielski