Autor: Artur Wróblewski

Dokładnie 35 lat temu do rozgłośni radiowych trafiła słynna kompozycja „Bohemian Rhapsody” grupy Queen. Po latach jest to wciąż jeden z najbardziej niekonwencjonalnych singli w historii muzyki: bez refrenu, z trzema odrębnymi fragmentami: balladowym, hardrockowym i – tak, tak! – operowym. „Galileo, Galileo Figaro, Magnifico-o-o-o-o…”. Warto przypomnieć dość niezwykłą historię powstania tego utworu.

„Bohemian Rhapsody” promował wydaną 21 listopada 1975 roku płytę „A Night At The Opera”, do dziś uważaną za najlepsze i najpopularniejsze studyjne wydawnictwo Queen. Ale czymże byłby ten album – w większej części znakomity – bez swojej flagowej kompozycji? Zapewne „jedynie” kolejnym udanym albumem Freddiego Mercury’ego i kolegów.

Najdziwniejszy „numer jeden”?

Niemal 6-minutowy utwór, pomimo osobliwego charakteru, jak na listy najpopularniejszych piosenek, z miejsca stał się wielkim przebojem. „Bohemian Rhapsody” aż dziewięć długich tygodni spędził na szczycie brytyjskiej listy bestsellerów singlowych, do końca stycznia 1976 roku rozchodząc się w nakładzie ponad miliona kopii.

Kompozycja ponownie trafiła na 1. miejsce zestawienia w 1991 roku, tym razem w bardzo smutnych okolicznościach, tuż po śmierci Freddiego Mercury’ego. Wtedy utwór był „numerem jeden” przez pięć tygodni z rzędu.

Ponadto piosenka trafiała na szczyty notowań m.in. w Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii czy Irlandii. Co ciekawe, w Stanach Zjednoczonych przebój Queen dotarł najwyżej do drugiej pozycji – stało się to jednak dopiero 1992 roku, za sprawą wykorzystania piosenki w filmie „Świat Wayne’a”. Pierwotnie, w 1975 roku, utwór zajął jedynie dziewiąte miejsce.

Co ciekawe, wytwórnia płytowa chciała wymusić na muzykach Queen znaczące skrócenie kompozycji. Tak, by z prawie 6 minut zrobić „przyjazne radiu” 3:30. Na szczęście zespół nie dał się złamać.

Zobacz Queen i kultowy już klip do „Bohemian Rhapsody”:

„I w tym momencie wchodzi część operowa”

Zostawmy jednak listy przebojów i przyjrzyjmy się, jak powstała słynna kompozycja „Bohemian Rhapsody”. Każdy fan Queen doskonale zna anegdotkę „sprzedaną” przez muzycznego producenta Roy’a Thomasa Bakera. Podczas wizyty u wokalisty Queen, Freddie postanowił pochwalić się Bakerowi komponowanym właśnie utworem. Artysta usiadł przy fortepianie i zagrał początkowy fragment „Bohemian Rhapsody”.

„Nagle przestał grać i powiedział: – I w tym momencie wchodzi część operowa… A później poszliśmy na obiad” – wspominał producent, który już wtedy dostrzegł ogromny potencjał tej piosenki.

Jednak nie w pełnej krasie. „Wiedziałem, że to będzie przebój. Nie mieliśmy jednak pojęcia, że aż tak duży. Nie spodziewałem się, że nawet po kilkudziesięciu latach ten utwór będzie na ustach wszystkich” – stwierdził w rozmowie ze stacją BBC.

Zobacz „Bohemian Rhapsody” w wersji Lego:

Taśma zrobiła się przeźroczysta

A jak pozostali muzycy Queen przyjęli niekonwencjonalny pomysł Mercury’ego? „Stwierdziliśmy, że muzyczny szkic Freddiego jest intrygujący, oryginalny i wart opracowania. Freddie świetnie zaplanował strukturę ‚Bohemian Rhapsody’, a my daliśmy z siebie wszystko nagrywając” – wspomina gitarzysta May dodając, że już trakcie sesji kompozycja była wielokrotnie zmieniana i poprawiana.

Na przykład operowy fragment utworu, składający się z partii wokalnych Mercury’ego, May’a i perkusisty Rogera Taylora, nagrywano aż trzy tygodnie, po 10-12 godzin dziennie. Rejestracja wymagała zawrotnych 180 nakładek dźwiękowych, a później pracy z… żyletką. W tamtych czasach materiał muzyczny nagrywano bowiem na taśmy analogowe, które później cięto i sklejano, by osiągnąć zadowalający efekt.

Jak wspominał May, taśma, na której zarejestrowano „Bohemian Rhapsody”, była tak intensywnie wykorzystana, że pod koniec sesji zrobiła się przeźroczysta. „Nie zastanawialiśmy się nad tym, czy przypadkiem nie przesadzamy. Dlaczego mielibyśmy tak myśleć? Nie było dla nas żadnych ograniczeń” – zaznacza gitarzysta Queen.

Ciężka harówka opłaciła się. I to dosłownie! Wspomniany sukces singla na listach przebojów muzycy przyjęli głębokim westchnięciem ulgi. Oddajmy głos May’owi: „Cóż, ten numer wyciągnął nas z długów!”. A zobowiązania finansowe grupy były spore i rosły w zawrotnym tempie. Głównie z tego powodu, że „Bohemian Rhapsody” było wówczas najkosztowniejszym singlem w historii!

Zobacz Queen wykonujących „Bohemian Rhapsody” podczas wielkiego koncertu na stadionie Wembley:

Tajemnica zabrana do grobu

„Bohemian Rhapsody” to jednak nie tylko intrygująca muzyka, ale także tajemniczy tekst, pełen odniesień do postaci operowych czy mitologii. Prawdziwego wydźwięku słów nie poznamy już pewnie nigdy, bo tę tajemnicę zabrał ze sobą do grobu autor słów. Mercury w jednym z wywiadów zachęcał fanów, by słuchając kompozycji dali się ponieść fantazji.

Na temat przekazu „Bohemian Rhapsody” powstały całe opracowania. Jedno z nich napisano nawet w języku perskim, na potrzeby irańskiego wydania kasety z największymi przebojami Queen. Według tej wersji, słowa Mercury’ego opowiadają historię zabójcy, który sprzedał swą duszę diabłu. Tuż przed egzekucją, dzięki pomocy aniołów, udaje mu się jednak odzyskać to, co zabrał mu Zły.

Z drugiej strony krytycy bezwzględnie twierdzili, że tekst nie ma głębszego sensu, a jedynie rytm pasujący do warstwy instrumentalnej. Najbliższe prawdy są zapewne słowa kolegów Freddiego z zespołu. May twierdzi, że „Bohemian Rhapsody” opowiada o wewnętrznych rozterkach wokalisty Queen.

„Był skomplikowaną osobowością. Zabawny i wesoły na zewnątrz, skrywał poczucie braku bezpieczeństwa i niemożność pogodzenia dzieciństwa z dorosłym życiem. Nigdy nie wytłumaczył nam znaczenia słów, ale wiem, że włożył w ten utwór całe swoje jestestwo” – wyznał May.

Również Taylor przychylił się do słów gitarzysty, dodając, że piosenka zawiera „odrobinę nonsensu”.

Zaakcentujmy, że w tym czasie życie osobiste Freddiego Mercury’ego przechodziło prawdziwą przemianę. Mieszkając przez kilka lat ze swoją przyjaciółką Mary Austin, w tamtym czasie wokalista rozpoczął swój pierwszy homoseksualny romans. Wielu uważa, że słowa „Mama Mia let me go” („Mama Mia puść mnie”) są skierowane właśnie do ówczesnej partnerki wokalisty.

Zobacz bijące rekordy oglądalności „Bohemian Rhapsody” w wersji Muppetów:

Jeden z utworów wszech czasów

„Bohemian Rhapsody”, zdecydowanie największy przebój w dorobku grupy Queen, to także jeden z kilku utworów powszechnie znanych na całym świecie. Akcentują to liczne podsumowania „najlepszych piosenek wszech czasów”, jak na przykład zestawienie brytyjskiej telewizji Channel 4, w którym kompozycja Queen znalazła się na 2. miejscu listy „100 największych numerów jeden”, ustępując nie byle komu, bo Johnowi Lennonowi i jego „Imagine”.

Jeszcze bardziej znaczący jest fakt, że przebój Queen zainspirował rzesze przyszłych muzyków do sięgnięcia po instrumenty. Jednym z nich był na przykład Slash – gitarzysta znany przede wszystkim z Guns N’ Roses. Natomiast Joe Elliott z Def Leppard usłyszał „Bohemian Rhapsody” w trakcie pracy w fabryce w Sheffield. Jak przyznał, od tego momentu jego życie już nie było takie same.

„Czy to nasz najlepszy utwór? Kto to wie? Na pewno miał najmocniejszy wpływ na największą liczbę osób na świecie” – celnie podsumował rozważania o „Bohemian Rhapsody” Brian May.

Źródło: Interia.pl