W paśmie porannym Trójki, około godz. 7:35 od poniedziałku do czwartku Piotr Metz przedstawia historie najlepszych piosenek grupy Queen. Zapraszamy do słuchania.

Dzisiaj o „Seven Seas of Rhye”, „Good Old Fashioned Loverboy”, „Play the Game” oraz „Flash”.

„Seven Seas of Rhye”

Utwór kończy zarówno pierwszy, jak i drugi album Queen. Jednak dopiero na drugiej płycie kompozycja została nagrana z towarzyszeniem wokalu Freddiego. Roger Taylor:– Już wtedy osiągnęliśmy brzmienie, o jakie nam chodziło. Lepiej szło nam w studiu. Nikt nie mówił nam, co mamy robić. I jak myślę, na drugiej płycie udało nam się połączyć ekstrawagancję z bardziej przystępnym, komercyjnym brzmieniem. To bardzo dobra płyta, bez słabych momentów.

„Good Old Fashioned Loverboy”

Piosenkę z albumu „A Day At the Races” i 4-utworowej EP-ki napisali wspólnie Brian May i Freddie Mercury. W chórku pomaga Freddiemu nieżyjący już inżynier dźwięku Mike Stone. Inspiracja brytyjskim music hallem po raz kolejny zamieszała w głowie i krytykom, i fanom. Roger Taylor: – Wiedzieliśmy doskonale, gdzie zmierzamy, ale masa ludzi zupełnie tego nie kumała. Ciężko nas było zaszufladkować. Jest w nas trochę glam i art-rocka. Ocieraliśmy się o hard rocka, mieszając cały czas to wszystko. Dziwna z nas była bestia.

„Play the Game”

Piosenka otwierała album z 1980 roku, zatytułowany „The Game”. Na okładce singla i w wideoklipie Freddie Mercury prezentuje swój późniejszy znak firmowy, czyli słynne wąsy.

„Flash”

Zespół Queen ma na koncie dwie ścieżki dźwiękowe – „Highlander” i „Flash Gordon”. Singiel z tej drugiej zawiera fragmenty dialogów z filmu. O teatralno-filmowym aspekcie istnienia zespołu Queen mówi Roger Taylor: – Chcieliśmy robić show. Inne zespoły w tamtym czasie po prostu stały albo co najwyżej potrząsały głowami. Drugim podobnym do nas wykonawcą był chyba David Bowie. Był bardziej powściągliwy niż my, ale wciąż kapitalny.

Źródło: polskieradio.pl