Los Angeles, grudzień roku 1977. Właśnie tam Queen zaplanowali swoje ostatnie koncerty na amerykańskiej odnodze trasy promującej album „News of the World”.

Pewnego razu, dzięki Dianne Webber – mojej nauczycielce i kierowniczce grupy tanecznej, z którą wykonywałam przedstawienie „Perfumy Arabii” – dostałam nowe ciekawe zlecenie. Miałam wystąpić na uroczystym przyjęciu wydanym na cześć brytyjskiego zespołu Queen – w tamtych czasach zupełnie mi obcego.

Oprócz mnie zakontraktowano pięć innych tancerek, a w repertuarze przedstawienia były tańce specjalne, takie jak taniec ze świecami, z wężami i z szablami, jak również tańce ludowe Afryki Płn., Turcji, Armenii, Syrii, i Libanu.

Sala była bardzo przestronna, z jednej strony znajdował się drewniany bar a po drugiej stronie podwyższona scena, której użyłyśmy. Po występie, gdy siedziałam przy barze dosiadł się do mnie pewien Anglik. Wymieniliśmy parę uprzejmości po czym wspomniałam, że przyjęcie zorganizowane jest dla zespołu Queen. Uśmiechnął się i wskazał na kilku z gości: „A więc, tamten to wokalista, obok niego stoi basista. Ten wysoki facet gra na gitarze, a ja jestem perkusistą!”.

Razem z zaproszeniem na koncert, który miał się odbyć następnego wieczoru, dostałam przepustkę dla siebie i osoby towarzyszącej.
Był nim mój młodszy brat – zagorzały fan. Było to urzekające przedstawienie obejmujące wszystkie ich przeboje, produkcja sceniczna była bardzo zaawansowana, łącznie z efektami specjalnymi.
Uczestniczyliśmy również w kolacji po koncercie, który odbyła się w jakiejś francuskiej restauracji. Myślę, że kelnerzy nie byli zbytnio zadowoleni z tego 15-osobowego hałaśliwego tłumu. Kiedy Roger (Taylor) odesłał z powrotem wino twierdząc, że jest nie do zaakceptowania, kelner zaczął głośno narzekać w swoim rodzimym języku. Wyglądał na zdziwionego kiedy odpowiedziałam mu po francusku, że jego grubiańska uwaga została zrozumiana.

Siedziałam naprzeciw Freddiego i z uwaga przyglądałam się jego twarzy. Miał wąskie oczy, wysokie kości policzkowe i wystające przednie zęby. Wyglądał dokładnie tak jak wielu młodych persów, którzy przychodzą na moje występy w takich klubach jak Kolbeh czy Andre. Tak jak wiele inny tancerek „brzucha” potrafię porozumieć się w językach ludzi z którymi pracowałam, więc postanowiłam zainicjować z nim rozmowę właśnie po persku. Był pod wielkim wrażeniem, powiedział że chociaż urodził się na Zanzibarze i ma parskich rodziców, to dorastał w Londynie i nie mówi płynnie w języku Farsi (to dobrze, bo ja też nie!). Wtedy Freddie spytał, czy nie byłabym zainteresowana wystąpić z Queen następnego wieczoru na ostatnim koncercie tego tournée. Było to tuz przed Bożym Narodzeniem, więc zespół planował zaprezentować na scenie kilka postaci – tańczącego renifera, piernikowego człowieka, klownów, elfy [za jednego z nich przebrał się manager John Reid] i Świętego Mikołaja. Uznali, że będę świetnie do tego pasować. Przekazałam zaproszenie dla Jane i Denise, moim koleżankom z zespołu tanecznego, które skwapliwie z niego skorzystały.

22 grudnia Jane, Denise i ja spotkałyśmy się w sali koncertowej – było to Forum w Los Angeles. Jeden z członków ekipy technicznej Queen dokładnie wyjaśnił nam, gdzie i kiedy powinniśmy się pojawić na scenie i jak na nią wejść. Czekając na nasz występ delektowałyśmy się zarówno doskonała muzyką jak i dziką owacja widowni. W końcu nadszedł czas bisów i Święty Mikołaj wniósł na scenę wielki worek i otworzył go. Nie, nie wcale nie było tam zabawek, tylko Freddie (!), który wypełznął z worka, wskoczył na jego ramiona i zaśpiewał ikoniczny utwór „We Will Rock You”.

Finałowym utworem był „Sheer Heart Attack”. I to był sygnał dla nas! Około tuzina wykonawców zaludniło scenę: klowni, elfy, renifery, człowiek z piernika… a na publiczność spadały dmuchane lalki i białe balony. Skierowałam uwagę na przedni rząd – zobaczyłam tam kogoś znajomego. Miał on na sobie mój t-shirt, wrzeszczał i pokazywał palcem na mnie!

Po zakończeniu tańca dookoła sceny, podeszłam do członków zespołu i radośnie zatańczyłam z Freddiem. Na koniec wykonałam skok do tyłu z wirowaniem. Pamiętam jak długo brzmiał ostatni akord i jak długo wirowałam w stylu ‚tenoura’. Całkowicie się w tym zatraciłam, ale przyszło mi do głowy, że być może za bardzo zwracam na siebie uwagę w przedstawieniu, które nie należało do mnie! Wtedy się zatrzymałam i pokłoniłam zespołowi oraz publiczności, tak jak to robię w swoim klubie.

Moje występy zawsze były ograniczone do klubów wieczorowych na Bliskim Wschodzie, wesel i prywatnych przyjęć. A tutaj miałam do czynienia z 16 tysięczną rockową publicznością! To zbyt śmiałe żeby twierdzić, że porwałam za sobą tak wielki tłum. Jednak w takim momencie, czułam że śmiałość niesie ze sobą władzę, potęgę i magię.
Recenzenci uznali później, że był to jeden z najlepszych koncertów tego roku!

Stasha Vlasuk

Źródło: gildedserpent.com / queenlive.ca

Tłumaczenie: Mirek Siemieniuk / własne