B&K_Stevenage_E90B6424_Jamie_800x524
Brian May i Kerry Ellis w Stevenage

Legendarny gitarzysta Queen, Brian May, oraz gwiazda Broadwayu, Kerry Ellis, właśnie wydali “The Candlelight Concerts – Live at Montreux 2013”. CD/DVD zawiera mieszankę klasycznych przebojów Queen oraz innych znanych numerów. Para regularnie koncertowała, znajdując silne poparcie dla ich intymnych, luźnych i introspektywnych występów, które uwypuklają ich wspólne muzyczne talenty.

Ostatnio Classic Rock miał okazję porozmawiać zarówno z Mayem i Ellis o tym, co tworzy ich współpracę tak wyjątkową.

Oboje zdajecie się wymieniać między sobą nadzwyczajną chemię. Czy moglibyście opisać co w artystycznym sensie czerpiecie od siebie nawzajem?

Kerry: To naprawdę interesujące pytanie. To co jest dla nas ważne, to fakt, że oboje lubimy to co robimy i że piosenki które wykonujemy mają prawdziwe przesłanie. Nasze występy są zarazem zabawne, dramatyczne i epickie. To jest rdzeń, to jest to co jest dla mnie istotne, że zawsze czerpię z tego przyjemność. Brian tworzy środowisko, które w pełni to umożliwia. Nie ma takiego momentu, który nie byłby przyjemny.

Brian:  Tak, interesujące pytanie. Uwielbiam tworzyć muzykę na wiele różnych sposobów, nie tylko grając na gitarze. Przez te wszystkie lata miałem Freddiego [Mercury’ego], od którego mogłem się odbić. Od bardzo dłuższego czasu już tego nie mam. W Kerry znalazłem osobę, dla której warto zachrzaniać (śmiech). Uwielbiam pisać, aranżować, produkować oraz oczywiście grać na gitarze. Jednak pracować z tak doskonałym głosem, to najwspanialsze co może dla mnie być. Kerry jest inna niż większość dzisiejszych piosenkarzy, którzy odnieśli sukces. Kieruje się instynktem i śpiewa prosto z serca. Poza tym z Kerry nie opracowujemy za bardzo interpretacji, co mi odpowiada. Lubię pozwolić piosence „oddychać” i popłynąć, myślę, że zgadzamy się w tej kwestii. Kiedy odkryliśmy ten akustyczny format, wszystko zdawało się być na właściwym miejscu. Piosenki wydawały się nam bardziej i bardziej przyjemne. W tym sensie lubię kombinować jak najmniej. Ale potrzeba do tego planu. To co daje mi Kerry, jak sądzę, to ciągła inspiracja, która popycha mnie w obszary kreatywności, do których w innym wypadku nigdy  bym nie dotarł.

Brian, jakie wyzwania stoją przed Tobą, gdy chcesz tchnąć nowe życie w piosenki, które grałeś już tysiące razy?

Brian: Cóż, zawsze musisz pilnować, by [utwory  – przyp. mike] pozostały świeże. Zwykle najpierw odrabiam pracę domową próbując odnaleźć esencję piosenki. Następnie prezentuję Kerry aranżację, na którą wpadłem. Wtedy jednak dzieje się coś wyjątkowego. Jak tylko zaczyna śpiewać ja zaczynam dodawać różne rzeczy i budować wokół nich aranżację. Zmusza mnie do przystosowania się. Mamy proces, który splata się bardzo łatwo, więc ożywienie piosenki nie jest tak trudne, jak mogłoby się wydawać.

Kerry, mając na względzie Twoje teatralne korzenie, czy w rezultacie czujesz, że na scenie z Brianem odgrywasz różne role?

Kerry: To kolejne interesujące pytanie. Jak na ironię, efekt wydaje się być zupełnie odwrotny. Jestem tak przyzwyczajona do grania ról na scenie, że pięknem szansy takiej jak ta jest to, że mogę wyrazić siebie i wpleść w piosenki własne doświadczenia, co sprawia mi prawdziwą radość. Posiadanie wolności do zmiany tego co robię każdej nocy jest całkiem przyjemne. W musicalach są granice, których musisz się trzymać, więc ta swego rodzaju wolność naprawdę otwiera mnie na wyrażanie siebie na scenie w sposób, do którego nie przywykłam.

Jak widzice najbliższą przyszłość Waszej współpracy?

Kerry: Odkąd ograniczyliśmy wszystko tylko do Briana i mnie, otworzyło się masę nowych możliwości. Choć świetnie jest, gdy gra z nami zespół albo orkiestra, to kiedy jesteśmy we dwoje, mamy wszystko pod większą kontrolą, niż gdyby grali z nami inni muzycy. Ciekawe co się stanie.

Brian: Świetnie bawiliśmy się dodając nowe rzeczy i tworząc większy show, ale kiedy odkryliśmy to bardziej intymne podejście, to myślę, że weszliśmy w wiele nowych i ekscytujących dla nas opcji. Teraz możemy bawić się z publicznością, wchodzić w interakcje, być bardzo na luzie. Możemy stwierdzić na co reaguje publiczność i odpowiadać oraz reagować na ich emocje, co jest prawdziwie piękne. To zupełnie inna filozofia w porównaniu do tego, do czego oboje jesteśmy przyzwyczajeni. W wielkich teatrach i salach pełnych ludzi, jest pewna grupa czynności, których musisz się trzymać. Tutaj nie ma gdzie się ukryć, więc na scenie nie masz innego wyboru, jak być po prostu sobą.

Czujesz większą presję grając w mniejszych miejscach?

Brian: Prawdę mówiąc, czuję mniejszą presję, ponieważ nie ma oczekiwań i granic. To doświadczenie zmieniło całkowicie moją koncepcję występowania tak, że nie czuję już stresu. Każdej nocy ludzie wiedzą, że otrzymują coś specjalnego i wyjątkowego, występ, którego już nikt nigdy nie zobaczy. Rodzaj luzu i spontaniczności, który obecnie nam towarzyszy przypomniał mi jak wyjątkowa może być sztuka występowania. To magiczne.

Źródło: Classic Rock

Tłumaczenie: mike

ornament