queen-live-at-the-rainbow-1974Cofamy się w czasie, aż do 1974 roku. 40 lat temu Queen zagrał trzy wyprzedane koncerty w Rainbow Theatre. Laicy nie zdają sobie sprawy, że Freddie nie od zawsze miał wąsy i krótkie włosy. W latach 70’ wizerunek sceniczny, jak również sam styl wykonywanej muzyki przez zespół, był ściśle wpisany w tamten okres. Długie włosy, spodnie dzwony, cekinowe wdzianka i do tego ambitny hard rock – taki był zespół Queen 40 lat temu. Pierwsze płyty kapeli nagrane w latach 70′ były trudnym materiałem, który współczesny słuchacz otumaniony popowymi papkami z radia często po prostu nie może wysłuchać do końca. Live at the Rainbow to podróż w czasie do złotych lat rocka, gdy liczyła się dobra muzyka, a nie zarabianie dużych pieniędzy za wszelką cenę, nawet kosztem obniżenia poziomu twórczości.

Nagrania z koncertów w Rainbow w pełni oddają jak bardzo ,,królewski’’ już na początku swojej kariery był zespół Queen! Ciekawe sceniczne stroje zaprojektowane przez Zandrę Rhodes, trudny do wykonania na scenie materiał i do tego eleganckie, bardzo teatralne zachowanie Queen. Płyta Live at the Rainbow obrazuje początek wielkiej kariery Queen i oddaje koloryt tamtej epoki.

475246_545448232172671_764222411_o
fot.: queenphotos.wordpress.com

Spektakl królowej rozpoczyna się od Procession, który oznajmia początek majestatycznego widowiska. Wersja deluxe zawiera zapis z dwóch koncertów, które odbyły się w marcu i listopadzie. Porównując występy, trzeba przyznać, że marcowe show jest bardziej energetyczne i momentami naprawdę wbija w fotel. Podczas tego koncertu muzycy wykonali materiał z ich debiutanckiej płyty, między innymi Great King Rat, Keep Yourself Alive, Liar, czy Modern Times Rock ‘N’ Roll, który w wersji koncertowej wyśpiewuje Freddie. To, co Queen stworzyli na początku swojej kariery to drapieżne, rockowe klimaty przepełnione energią i niesamowitymi emocjami. Czuć tutaj wpływ Led Zeppelin, jednak Queen stworzyli swój własny styl rozpoznawalny dzięki chociażby harmoniom wokalnym. Materiał z pierwszej płyty przeplata się z piosenkami z drugiego albumu, zatytułowanego Queen II. Mamy tutaj bowiem agresywne (jak przystało na Ogrów) Ogre Battle, zakręcone The Fairy Feller’s Master-Stroke, czy Seven Seas Of Rhye. Niesamowicie brzmi utwór Son And Daughter – hard-rockowy kawałek, który na tym nagraniu ocieka seksem, a emocje dosłownie rozrywają od środka.

fot.: queenphotos.wordpress.com
fot.: queenphotos.wordpress.com

Podczas solówki gitarowej Briana Maya fani oczywiście poznają melodię, którą potem możemy słuchać na trzecim krążku zespołu Sheer Heart Attack, czyli Brighton Rock. Jest to bardzo ciekawa rzecz, gdy możesz obserwować jak rodzą się prawdziwe hity, dosłownie na koncertach. Na który jeszcze utwór warto zwrócić szczególną uwagę podczas słuchania marcowego koncertu? Oczywiście White Queen, który sam się prosi, by na moment się ,,wyłączyć’’. Jest to ładna melodia, przepełniona jakimś żalem, który można odczuć tylko słuchając tego utworu. Piosenka jest dziełem Briana Maya, który potem ukaże swoje liryczne oblicze komponując niezapomniane ballady obecnie wzruszające miliony ludzi. Słuchanie White Queen uzależnia i przyprawia o dreszcze. Szkoda, że w późniejszych latach zespół nie wykonywał tego utworu podczas koncertów.

fot.: queenphotos.wordpress.com
fot.: queenphotos.wordpress.com

Oprócz paru utworów, reszta materiału nie przetrwała na późniejszych trasach koncertowych. Nic dziwnego, bowiem repertuar z pierwszych płyt Queen był naprawdę ciężki do wykonania na żywo. Liczne nakładki gitarowe, zmiany tonacji, czy harmonie głosowe ciężko było wykonać na żywo na scenie. Z resztą nawet na Live at the Rainbow, podczas wykonywania White Queen słyszymy małe potknięcie wokalne Freddiego, co tylko potwierdza, że taki repertuar jest piekielnie trudny. Bo Mercury, choć jeszcze wschodząca gwiazda rocka, już wtedy czarował swoim ładnym i przede wszystkim mocnym głosem. Słychać jednak, że są to dopiero początki zespołu. Piękni i młodzi, choć byli już królewscy, to nie byli idealni. Freddie oraz Brian zdecydowanie więcej zagadywali publiczność, niż w późniejszych latach. Podczas marcowego koncertu zespół wykonał również covery, a mianowicie Jailhouse Rock, Stupid Cupid, Be Bop A Lula, które nabrały nowego, szaleńczego brzmienia. Ostatnim utworem na albumie jest See What A Fool I’ve Been – bluesowy kawałek, który w konsekwencji nie wszedł w skład żadnego studyjnego albumu Queen, dlatego też to wykonanie na koncertowej płycie jest niezłym smakołykiem dla fanów.

fot.: queenphotos.wordpress.com
fot.: queenphotos.wordpress.com

Następnie przechodzimy do listopadowego krążka. Tutaj oprócz piosenek z dwóch pierwszych studyjnych płyt mamy też ówczesne nowości z krążka Sheer Heart Attack. Pierwszy utwór, który zdobył komercyjny sukces, czyli Killer Queen, czy Now I’m Here, który na stałe już wpisał się w tracklistę koncertów Queen. Zespół wykonał również Flick Of The Wrist, In The Lap Of The Goods, czy żartobliwe Bring Back That Leroy Brown w wersji instrumentalnej. Oczywiście i podczas tego koncertu za serce łapie White Queen. Natomiast prawdziwe szaleństwo słychać w solo na perkusji zagrane przez Rogera Taylora oraz w kawałku o zawrotnym tempie Stone Cold Crazy. In The Lap Of The Gods… Revisited to piosenka, która była napisana z myślą o tym, by publiczność śpiewała razem z zespołem. Piękny, majestatyczny utwór z iście ,,stadionowym’’ refrenem to godna królowej piosenka, która napawa dostojnością. Również na tym krążku mamy covery, a mianowicie Big Spender oraz ponownie Jailhouse Rock, podczas którego Freddie zachęca do wokalnej zabawy z publicznością. I już tutaj pod koniec koncertu słyszymy hymn Wielkiej Brytanii w aranżacji Briana Maya, który w konsekwencji wpisze się w tradycję wszystkich występów Queen.

Live at the Rainbow to spektakl rockowej królowej spowitej w biało-czarne szaty. Choć nagrania mają już 40 lat, nadal brzmią świetnie, a ówcześni młodzi muzycy zachwycają swoją kreatywnością i tupetem wykonując skomplikowane kompozycje. Krążek w zasadzie zakupią fani Queen, bo przeciętny słuchacz raczej kojarzy sobie królową z ich wizerunkiem z lat 80 i hitami zahaczającymi o muzykę pop. Słuchając albumu Live at the Rainbow, Freddie w pewnym momencie pyta, czy tęskniliśmy za nimi. Oczywiście, że tak i nadal czekamy na więcej nowego materiału Queen. Już w listopadzie ma się ukazać krążek Queen Forever. To zdecydowanie za mało dla fanów Queen, ale niestety nie możemy liczyć na więcej.

Aleksandra Degórska

(http://allyouneedismusic.blog.pl/)

ornament