Bri-3-brian-may-12849695-800-664
Znacie go przede wszystkim jako gitarzystę, wokalistę i kompozytora z rockowej grupy Queen, jednak Brian May jest także doktorem astronomii, popularyzatorem kosmosu, entuzjastą stereofotografii oraz obrońcą praw zwierząt.Jako nastolatek, Brian Harold May był nieśmiały i pozbawiony pewności siebie. „Myślałem, mój Boże, nie mam pojęcia co robić, w co się ubierać, nie wiem kim jestem”, twierdzi. Jak na dzieciaka, który nie wiedział kim jest lub czego chce, miał przed sobą interesującą przyszłość. Nieustanne zainteresowanie i światowy sukces miały pojawić się na kilku poziomach, zarówno naukowych, jak i muzycznych. Tak jak u wszystkich nastolatków w stadium lęku, wszystko było wyłącznie kwestią uporządkowania spraw.

Skiffle, gwiazdy i 3D

Powojenne dziecko, Brian May, urodził się 19 lipca 1947 r. W swoim rodzinnym domu przy Walsham Road w Feltham, zachodniej części Londynu, był jedynym dzieckiem, latoroślą Harolda, inżyniera elektroniki i starszego projektanta w Ministerstwie Awiacji oraz Ruth (Harold służył jako radiotelegrafista podczas II Wojny Światowej).Zalążki wszystkich trwałych zainteresowań Maya pojawiły się wcześnie. W wieku sześciu lat Brian nauczył się kilku akordów na ukulele swojego ojca, muzycznego entuzjasty. Rok później, gdy przebudził się pewnego poranka, znalazł hiszpańską gitarę „zwisającą w nogach mojego łóżka”. W wieku siedmiu lat podjął naukę gry na fortepianie i zaczął grać z entuzjazmem na gitarze. Geniusz inżynierski jego ojca przydawał się do reperowania sprzętu, jako że rodzina wiodła skromny żywot. „Byliśmy bardzo, bardzo biedni”, mówi May.

15-letni Brian i jego towarzysz - kot Squeaky; fot. astronomy.com
15-letni Brian i jego towarzysz – kot Squeaky; fot. astronomy.com

Na równi z odkrywaniem muzyki, Brian rozwinął także zainteresowania naukowe. „W szkolnej bibliotece znajdowała się mała książeczka zatytułowana Ziemia [oryg. The Earth – przyp. mike]”, wspomina. „Została napisana przez człowieka, który dziś jest Sir Patrickiem Moorem, który niedawno został moim dobrym przyjacielem. Na okładce miała rysunek Ziemi i opisywała jej historię od czasu sformowania, przez początek życia i pochłonęła mnie bez reszty. Czytałem ją na okrągło, od deski do deski.

„Odkrycie Moore’a, znanego angielskiego prezentera telewizyjnego-astronoma, doprowadziło Briana do niespania po nocach, by móc obejrzeć program Moore’a, The Sky at Night, na BBC. „Błagałem rodziców, by nie kłaść się spać,” wspomina „i zostałem po prostu urzeczony całą historią wszechświata. Stało się to życiową pasją, która nigdy mnie nie opuściła. Część mnie zawsze lubi spoglądać w gwiazdy, jeśli mam tyle szczęścia, by trafić na czyste niebo.”.

Pewnego dnia w 1955 r., Harold May przyniósł do domu płytę Lonniego Donegana i zaprezentował ją swojemu synowi. W połowie lat ’50. zapanowało szaleństwo na skiffle, gdzie ręcznie robione instrumenty i amerykański blues, folk oraz pop zawładnęły nową generacją brytyjskich dzieci, ekscytujących się nową muzyką. „Miałem w zwyczaju leżeć pod narzutami z moim małym zestawem i słuchać Radia Luksemburg i wszystkich tych rzeczy, które wydawały się ekscytujące, niebezpieczne oraz zabronione.”.

May był celującym uczniem i chętnie mówi: „Byłem bardzo pilny i lubiłem coś osiągać.”. Jego umysł był matematyczny, poukładany i całkiem kreatywny. Zarówno astronomia, jak i muzyka znalazły w nim dla siebie miejsce. Zabawiał swoich rodziców pisząc monolog o gwiazdach, który deklamował z podkładem w postaci Saturn, the Bringer of Old Age z suity Gustava Holsta The Planets. Będąc kolekcjonerem, zbierał zabawki, komiksy, pudełka po zapałkach, posiadał także aparat oraz teleskop własnej konstrukcji. Wciąż go posiada, jest to 4-calowy teleskop zwierciadlany.

Stereo-May; fot.: Jim Mcmanns, brianmay.com
Stereo-May; fot.: Jim McManns, brianmay.com

„To był po prostu rynsztunek, który kupiliśmy w Tottenham Court Road”, mówi, „który słynął z części z odzysku, eks-rządowych soczewek i elektrycznych fragmentów. Ja i mój tata chadzaliśmy tam i szukaliśmy różnych rzeczy, znaleźliśmy zestaw nadający się do stworzenia teleskopu, który kosztował jakieś 10 funtów i zbudowaliśmy go wspólnie. To mały teleskop, ale wciąż daje mi wiele radości, bo choć mam już większy teleskop, 4-calówka może być rozłożona w 10 sekund, jeśli na niebie pojawi się coś interesującego.

Do astronomii i muzyki dołączyła kolejna pasja. Wszystko, co May musiał zrobić, by oszaleć na jej punkcie, to usiąść jako dziecko do śniadania. Weetabix, sprasowana pszenica w formie ciastka, jest podawana z mlekiem na wielu angielskich stołach. „Kiedy byłem dzieckiem, to była poważna sprawa”, wspomina May, „a w tamtych czasach, kiedy dostawałeś swoją paczkę Weetabix, w środku znajdowała się darmowa karta. Wabik na dzieci, żeby dręczyły mamusie o ich kupno!”.

fot.: londonstereo.com
fot.: londonstereo.com

Załączoną kartą był fotograficzna karta stereo. Stereoskopia (obrazowanie stereoskopowe/3-D) zostało wynalezione przez Sir Charlesa Wheatstone’a w 1838 r. w Anglii. Technika wykorzystuje dwa niemal identyczne obrazy wykonane pod nieco różnymi kątami w ten sposób, że spoglądając przez specjalne urządzenie, wspólnie wytwarzają trójwymiarową scenę. Było to bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych podczas i tuż po okresie wojny secesyjnej, jednak okazało się być swego rodzaju nowością w okresie wielkiego kryzysu, gdzie dzieci mogły wrzucać grosik do stereoskopu w sklepie spożywczym, by móc zobaczyć cuda świata w trójwymiarze.Obrazy 3-D wytwarzane przez stereoskopię były objawieniem dla młodego Maya. „Nagle te dwa małe płaskie obrazki stawały się jednym dogłębnym wejrzeniem w cokolwiek przedstawiały, zwierzę lub miasto albo samochód, dla mnie to była po prostu magia”, wyjaśnia, „Pomyślałem, że skoro ludzie mogą robić to z fotografią, to dlaczego nie robią tego cały czas?”. May był także zawsze miłośnikiem zwierząt – to kolejna pasja, którą pojawiać się będzie w jego późniejszym życiu.

Wkracza Red Special

Jedna z replik Red Special; fot.: brianmay.com
Jedna z replik Red Special; fot.: brianmay.com

W czasach nastoletnich May kontynuował grę na gitarze, pożyczając tu i ówdzie np. Fendera Telecastera czy Gibsona SG. Jego talent rozwijał się skokowo, jednak ze względów finansowych nadal nie miał własnego instrumentu. Wiosną 1963 r., gdy May miał 15 lat, wraz z ojcem postanowili zbudować własną gitarę. Zaprojektowanie oraz budowa od zera gitary elektrycznej nie było łatwym przedsięwzięciem, jednakże inżynieryjne zaplecze Harolda i metodyczny, matematyczny umysł Briana niewątpliwie okazały się pomocne. Projekt zajął 18 miesięcy doprowadzając do powstania jednej z najsławniejszych gitar w historii rock ‚n’ rolla.Nie istniał drugi taki instrument, ponadto przyczynił się do wykreowania unikatowego brzmienia Maya. Korpus gitary powstał z dębu, szyjka z XVIII-wiecznego mahoniowego kominka, a znaczniki progów z guzików z macicy perłowej, pochodzących z pudełka z przyborami do szycia, należącego do Ruth May. Oh, a sprężyny użyte do zrównoważenia napięcia strun odratowano z motocykla, rocznik 1928.

Przetworniki i progi posiadają jedyne w swoim rodzaju właściwości. W rezultacie Mayowie stworzyli przemyślany instrument o 24 progach i szczególnym układzie przetworników, które wytwarzały unikatowe brzmienie. Kiedy gotowy produkt został polakierowany ciemnym czerwonym mahoniem, gitara otrzymała nazwę „Red Special”.

„Nie mieliśmy pieniędzy”, wspomina May. „Nie mogłem sobie pozwolić na zakup gitary, więc powiedziałem sobie <<Na Boga, zrobimy jedną i zrobimy ją lepszą, niż cokolwiek wcześniej widziane lub słyszane>>.”.

Wzmacniacz i akcesoria także były bardzo istotne. „Odkryłem, że jeśli ustawi się wzmacniacz odpowiednio głośno, gitara będzie sprzęgać zwrotnie w bardzo dobry sposób”, mówi. W tamtych czasach Jeff Beck i Pete Townshend stanowili inspirację do poszukiwania odpowiedniego sprzężenia. „Moje założenie było takie, by zbudować gitarę, która będzie odpowiednio sprzęgać oraz będzie posiadać pierwiastek ludzkiego głosu… więc umieściłem w korpusie gitary otwory rezonansowe.”.

Czyste brzmienie gitary pochodziło ze wzmacniacza Vox AC30, irlandzki muzyk rockowy Rory Gallagher pokazał Mayowi jak go ustawić, by osiągnąć właśnie takie brzmienie. Kolejnym czynnikiem był treble booster, który, jak mówi May, „wprowadza wzmacniacz w delikatne zakłócenia, jako że usuwa część niskich tonów.”. Połącz to z przetwornikami Burns, które May zamontował w Red Special, a otrzymasz unikatowe brzmienie w rock ‚n’ rollu.

Oficjalna sześciopensówka na rok 2014; fot.: static.musictoday.com
Oficjalna sześciopensówka na rok 2014; fot.: static.musictoday.com

Kolejnym elementem podejścia Maya był nietypowy nawyk używania brytyjskiej sześciopensówki jako kostki. Kiedy May pierwszy raz eksperymentował z gitarą, nie chciał kupować kostek, gdyż „to byłoby marnowanie pieniędzy”, twierdzi. „Więc używałem wszystkiego, co wpadło mi w ręce, skrawków plastiku odciętych z opakowania krzemieni do zapalniczek mojego Taty, tego typu rzeczy. Monety też się do tego nadawały. Wkrótce odkryłem, że minimalna elastyczność dawała mi lepszą kontrolę w moich palcach. Odkryłem starą sześciopensówkę, która miała ząbkowate krawędzie i że jeśli trzymałem ją równolegle do strun, to wytwarzany dźwięk był gładki, miły i ciepły. Jeśli zwiększałem kąt nachylenia, to otrzymywałem ten zgrzyt, który imitował artykulację spółgłosek przez głos. To był kolejny składnik, który powodował, że gitara mówiła.”.

Z tymi wszystkimi współpracującymi elementami, May stworzył czyste, tenorowe brzmienie, które jest wyraźnie ostre i różnorodne. Wkrótce miało stać się znane z wielu solówek, a ta sama gitara służy mu jako główny instrument od 48 lat [obecnie już 50 lat – przyp. mike].

The Hectics
The Hectics

Kolega z uczelni, Dave Dilloway, także grał na gitarze i razem z kilkoma innymi kolegami, on i Brian stworzyli zespół. Ich repertuar składał się z utworów The Beatles, Manfred Mann, The Moody Blues oraz innych grup. Do 1964 r. May zaczął oswajać się ze swoją nową gitarą i wypróbowywał coraz to nowsze składy zespołu, formując kapelę 1984, która nazwę zapożyczyła od książki George’a Orwella. Jego głównym partnerem był wokalista i basista Tim Staffell.

W tym samym roku brytyjski kolonialny reżim w odległej Afrykańskiej Republice Zanzibaru słabł z każdym dnie. Będący obecnie częścią Tanzanii Zanzibar był wtedy osobnym krajem i wyspiarski lud został wrzucony w polityczny chaos. Jedną z wielu rodzin, które uciekały w obawie przed przemocą była rodzina 17-letniego Farrokha Bulsary, Parsa dorastającego na Zanzibarze i w Indiach (jego ojciec pracował w Brytyjskim Urzędzie Kolonialnym). Przezywany Freddiem, ten młody człowiek był uzdolnionym pianistą i aspirującym artystą oraz muzykiem. W związku z rewolucją na Zanzibarze, rodzina Bulsarów przeprowadziła się do Londynu, by zacząć nowe życie. Co ciekawe, przeprowadzili się do małego domku w Feltham, raptem kilkaset metrów od domu Briana Maya.

Muzyka + Astronomia

1984, Brian drugi od lewej (trzyma gitarę); Lotnisko w Hertfordshire, 1964 r.
1984, Brian drugi od lewej (trzyma gitarę); Lotnisko w Hertfordshire, 1964 r.

Dla Maya zachowanie proporcji między szkołą i muzyką było jak kroczenie po cienkiej linii, czasami przechylał się w jedną bądź drugą stronę. Opisywany w tamtym czasie jako „poważnie myślący” lub nawet „odizolowany”, wydawało się więc, że May będzie przodował w swoich studiach, a potem być może trochę pogra i zazna świata w wieku około 20 lat. Jednak wiele muzycznych grup porzucało studia i podążała ścieżką sławy utorowaną przez The Beatles, a przynajmniej tak im się wydawało. „Ukończyłem naukę, zdałem O-levels [egzaminy na poziomie szkoły średniej] i aplikowałem do różnych uczelni”, mówi May. Astronomia i astronautyka stały się dla niego niezwykle atrakcyjne w okresie szkolnym.

W przeciwieństwie do wielu swoich rówieśników, May osiągnął wszystko. W świecie muzyki miał okazję zobaczyć Hendrixa grającego w Londynie, co zainspirowało go do grania na gitarze. 1984 grywał koncerty, z Mayem ubranym w stylu Hendrixa i z fryzurą a’la Beatle. 13 maja 1967 r. zespół zagrał w Imperial College w Londynie, podczas tego samego koncertu, co The Jimi Hendrix Experience, dzień po wydaniu przez tę drugą grupę pierwszego krążka, Are You Experienced?. Jednak wraz z nowym rokiem May opuścił 1984. Nowy zespół, który założyli May i Staffell zwerbował blondwłosego perkusistę, którego spotkali w barze w Imperial College, Rogera Taylora, lat 18, pochodzącego z Kornwalii. Chcieli „energetycznego” perkusistę w stylu Mitcha Mitchella lub Gingera Bakera i Taylor pasował idealnie. Nowy zespół, który rozpoczął działalność w 1968 r. został nazwany Smile.

Brian w Teide Observatory na Teneryfie, 1971 r.; fot.: astronomy.com
Brian w Teide Observatory na Teneryfie, 1971 r.; fot.: astronomy.com

„Jimi Hendrix naprawdę otworzył bramy niebios”, mówi May. „Ciężko wyobrazić sobie świat bez Jimiego, gdyż zmienił go tak bardzo. Wszyscy myśleliśmy, że wiemy na czym polega gra na gitarze. Jimi rozerwał na kawałki wszelkie ograniczenia, o których nawet nie mieliśmy pojęcia, że istnieją.”. Kiedy May po raz pierwszy usłyszał utwór Jimiego Stone Free, myślał, że większość partii gitarowych to sztuczki zastosowane w studiu. „Poszliśmy, żeby zobaczyć Jimiego w Brian Epstein’s Theater i szczęka opadła mi aż do ziemi. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Miał tylko jeden zestaw Marshalla i chyba jeden system nagłaśniający, ale dźwięk był kolosalny. To była czysta magia. Widziałem go kilka razy, Freddie zresztą też – czasami szliśmy razem. I zawsze było tak samo; Wszystko dookoła waliło się w drobny mak, ale ze sceny dochodził dźwięk niebios. Absolutnie, niewyobrażalnie kolosalny.”.

Akademicko także było z górki. May studiował na Imperial College, między innymi matematykę i fizykę, zdając z wyższym stopniem drugiej klasy [2:1, druga najwyższa ocena – przyp. mike]. Fizyka prowadziła bezpośrednio do astronomii. 24 października 1968 r. May otrzymał w Royal Albert Hall z rąk Królowej Matki licencjat z fizyki. Dwa dni później, Smile nabrał rozpędu otwierając dla Pink Floyd.

Smile przed Royal Albert Hall: Brian May, Roger Taylor i Tim Staffel; Londyn, 27 lutego 1969 r.; fot.: Doug Puddifoot
Smile przed Royal Albert Hall: Brian May, Roger Taylor i Tim Staffel; Londyn, 27 lutego 1969 r.; fot.: Doug Puddifoot

Pracując na pełnych obrotach, May aplikował do kilku placówek akademickich. „Zaoferowano mi pracę w Jodrell Bank, który stawał się istotną zdalną jednostką astronomiczną w Anglii”, mówi. „Był tam Sir Bernard Lovell. To było marzenie, naprawdę, jednak – będąc dzieciakiem, którym byłem – byłem bardzo zaangażowany w muzykę w Londynie i nie chciałem opuszczać przyjaciół. Odrzuciłem ofertę. Nie jestem z tego dumny, nie jestem pewien czy to była słuszna decyzja.”.

Zamiast tego May przyjął ofertę Imperial College, dzięki czemu został w Londynie i mógł grać muzykę. May myślał, że zajmie się astronomią podczerwoną, która w tamtym czasie dopiero startowała. „Dziwne jest to, że profesor Jim Ring, kierownik wydziału, był zaangażowany w spektrometrię optyczną i przyglądał się prędkościom radialnym”, mówi May. „W jakiś sposób cały program mnie wciągnął!”. May myślał, że będzie zainteresowany pracą nad prędkościami radialnymi, jednak „byłem trochę przerażony, gdyż wtedy spektrometria była trochę mistyczna, w każdym razie tak mi się wydawało.”.

Ring i jego koledzy interesowali się nowatorską teorią: poszukiwaniem cząsteczek prędkości radialnych w chmurze pyłu zodiakalnego i próbą zrozumienia jak porusza się pył w przestrzeni układu słonecznego. „Przemawiało to do mnie”, mówi May, „więc powiedziałem <<tak, jestem Twoim człowiekiem – podejmę się tego projektu!”. Badacze poszukiwali „czystych” lini spektralnych, które umożliwią im wykrycie efektu Dopplera, wskazującego na ruch, postawili na magnez (I), który odpowiada najprostszej linii przejścia atomu magnezu.

Światło zodiakalne; fot.: astronomy.com
Światło zodiakalne; fot.: astronomy.com

„Szukaliśmy tego w świetle zodiakalnym”, tłumaczy May, „a świadło zodiakalnie nie jest oczywiście zbyt dobrze znanym fenomenem, nawet w dzisiejszych czasach. Jednak przyglądaliśmy się tej zielonej linii odbitej w pyle i poszukiwaliśmy przesunięcia w częstotliwości tej linii, które pokazałoby nam, jak pył się porusza.”. May i jego koledzy byli w stanie wykonać mapę prędkości pyłu, zwyczajnie tworząc mapy poglądowe. W tamtym czasie było to dość rewolucyjne.

Kiedy nie zajmował się dynamiką chmury pyłu zodiakalnego, May kontynuował grę ze Smile. W ciągu 1969 r. zespół grał koncerty w Londynie i od samego początku mieli „zapalonego fana”, który „miał mnóstwo sugestii”. Ten fan desperacko chciał grać w zespole i był całkiem obiecującym wokalistą. „Nie”, powiedział w tamtym czasie May. „Tim [Staffell] jest wokalistą. Nie zniósłby tego.”. Dzieciak jednak wciąż kręcił się w pobliżu i powoli wszyscy zaczęli zwracać na niego uwagę. Był bardzo nieśmiały, ale „ukrywał się za wykreowaną personą”, wspomina May. Tym dzieciakiem był Freddie Bulsara.

Nadchodzi Queen

Ibex w 1969 r.
Ibex w 1969 r.

Freddie Bulsara spędził kilka kolejnych miesięcy na poszukiwanie zespołu, w którym mógłby śpiewać. Krótki okres spędził w Ibex i Sour Milk Sea, jednak z początkiem 1970 r., z powodu sprzeczek i ciągłych zmian składu, znowu szukał kapeli. On i Roger Taylor mieli stoisko, sprzedając ubrania w modnym wśród hipisów londyńskim Kensington Market. May, choć wciąż związany ze Smile, przebywał w ramach badań astronomicznych na Teneryfie, na Wyspach Kanaryjskich. W swojej górskiej rezydencji miał hiszpańską gitarę, którą niedawno kupił, a jego profesorowie, w tym Jim Ring i Ken Reay, czerpali rozrywkę z jego gry. „Myślę, że Ken sądził, iż to całkiem zabawne”, mówi May. „Miał ten mały szelmowski uśmieszek na twarzy, który zdawał się mówić <<Oczywiście, że nigdzie nie zajdziesz>>”.

Kiedy May wrócił do Londynu, dowiedział się, że Tim Staffell chciał odejść, a po kilku namowach Freddie utorował sobie drogę do nowego zespołu, który składał się z Maya, Taylora, Bulsary i – przez kilka miesięcy – ze zmieniających się basistów. W końcu, do połowy 1971 r. znaleźli basistę, który związał się z nimi na stałe, Johna Deacona, 19-letniego studenta elektroniki ze środkowej Anglii, który grywał z kilkoma londyńskimi grupami.

Queen w 1970 r. (Mike Grose na basie)
Queen w 1970 r. (Mike Grose na basie)

W międzyczasie nastąpiły dwie wielkie zmiany nazw. Freddie zasugerował nazwę dla nowej grupy, Queen, zaczerpniętą z hipisowskiego światka zgromadzonego wokół Kensington Market, w którym prominentna była kultura gejów – sam Freddie był w homoseksualnych związkach, choć w tamtym czasie był wciąż ze swoją partnerką Mary Austin. Po drugie, Freddie napisał utwór, który bardzo mu się podobał, zatytułowany My Fairy King, który zawierał wers Oh Mother Mercury what have you done to me? Freddie zdecydował się przybrać dramatyczne nazwisko sceniczne i z początku powoli światu został przedstawiony Freddie Mercury. Z punktu widzenia Freda było to niezbędne do ukończenia przemiany z nieśmiałego ucznia w – na co liczył – pełnowartościowego scenicznie ekstrawertycznego boga.Queen in early 70's

Nowy zespół zagrał garść koncertów w okolicach Londynu i zapewnił sobie trochę czasu w studiu, żeby zarejestrować demo. To oczywiście odciągnęło Maya od astronomii, co wzbudziło niezadowolenie w jego rodzinie. Od czasu do czasu podróżował na Teneryfę pracować nad swoim doktoratem, co spowalniało zespół. Kiedy wrócił do Anglii, zespół zaczął znowu koncertować. Queen zakończył prace w studiu w połowie 1971 r. z kilkoma demami, które były dalekie od dopieszczonych form, z których zespół był później znany na całym świecie. Wśród utworów znalazł się późniejszy hit Keep Yourself Alive. Niemniej to jest właśnie to, co czwórka muzyków wtedy robiła – nawet nie namiastkę wielkiego muzycznego sukcesu, który miał nadejść.

Queen otrzymał ofertę na swoje demo, jednak zespół ją odrzucił, uznając pieniądze za zbyt małe. „Arogancja jest bardzo dobrą rzeczą, kiedy zaczynasz”, mówił później Freddie, „i polega na mówieniu sobie, że będziesz topowym zespołem, a nie numerem dwa.”. Koniec końców do nagrania pełnego albumu wybrali Trident Studios. Prace zaowocowały Queen, wydanym w 1973 r., zawierającym Keep Yourself Alive oraz prototypową wersję Seven Seas of Rhye. Umiarkowany sukces pierwszej płyty doprowadził pod koniec roku do trasy koncertowej, głównie po Wielkiej Brytanii.

Żegnaj, przynajmniej na razie, astronomio

Sesja do pierwszego albumu
Sesja do pierwszego albumu

W latach Queen astronomia pozostała pasją Maya, jednak zawodowo została uśpiona. „Jeśli podczas trasy miałbym możliwość przemieszczać się do miejsc, gdzie nocą było czyste niebo, to zawsze bym to robił”, mówi. „Utrzymywałem kontakt z ludźmi z Imperial College i czytywałem literaturę, ale w tamtym czasie na pewno nie byłem studentem astronomii.”.

Przy okazji został przewodnikiem, pokazując niebo wielu innym muzykom. „Wielu ludziom naprawdę się to podobało, to zdumiewające, jak wiele osób mieszkających w miastach rzadko kiedy ma okazję zobaczyć np. Drogę Mleczną”, mówi May. „Tak wiele razy ludzie mówili <<Mój Boże, nigdy tego nie widziałem!>>, gdy patrzyli na planety, gromady gwiazd czy M31. Miło się dzielić tym z ludźmi, którzy nie mają o tym pojęcia.”.

Poza tym May zauważa, że wielu muzyków ma ciągoty w kierunku astronomii. „Myślę, że te dwie rzeczy idą ze sobą w parze”, mówi. „Może to duch romantyzmu towarzyszący tworzeniu muzyki rozciąga się na ciekawość odnośnie do wszechświata. Muszę powiedzieć, że większość muzyków, których znam ma coś na kształt pasji względem nocnego nieba.”.

Podobnie jak większość zespołów z epoki, pomimo udanych albumów i koncertowania, członkowie Queen bardzo powoli odczuwali korzyści majątkowe z tym związane. Wiązało się to częściowo z zakręconym systemem, gdzie firmy fonograficzne dzierżyły pieniądze zespołów, z czego większość trzeba było zwrócić wytwórniom, a po części ze zmaganiami zespołu z ich pierwszym managerem, Normanem Sheffieldem. Manager został w brutalny sposób upamiętniony w nieprzyjemnym utworze Mercury’ego Death on Two Legs (Dedicated to…), z wydanego w 1975 r. albumu A Night at the Opera.

Queen i Mike Stone w studiu
Queen i Mike Stone w studiu

Jednak zespół odnosił sukcesy i stawał się sławny, więc May porzucił swoją astronomię, by nadążyć za rock ‚n’ rollem. W końcu Queen osiągnął przełom po trasie koncertowej z uznaną marką w postaci Mott the Hoople.

Drugi album, Queen II, ukazał się w 1974 r. i zawierał jeden singiel, pełną wersję Seven Seas of Rhye. Zespół koncertował w 1974 r. w Anglii, Niemczech oraz innych częściach Europy, kontynuując swój umiarkowany sukces. Queen zorganizował także swoją pierwszą trasę po USA, Kanadzie oraz Japonii, którą zaplanowano na pierwszą połowę roku. Jednak pewnego kwietniowego poranka w Bostonie, May prawie nie mógł się poruszać. Dopadł do lustra i ujrzał w odbiciu żółtą twarz. Zdiagnozowano u niego zapalenie wątroby, więc trzeba było zawiesić trasę. Queen powrócił do Anglii, a May wracał do zdrowia w łóżku. Trasa pod koniec 1974 r. skoncentrowała się na Europie.

Brian i Jimmy Mayowie
Brian i Jimmy Mayowie

Wydany pod koniec roku album Sheer Heart Attack, oferował kilka hitów, w tym Now I’m HereStone Cold Crazy. Jednak to druga ścieżka na płycie, Killer Queen – „najpiękniejsza piosenka o prostytutce, jaką kiedykolwiek napisano” – naprawdę pomogła zespołowi. W tamtym czasie Brian mieszkał ze swoją dziewczyną Christine Mullen w kawalerce w Earl’s Court. „Żyliśmy głównie na rybie z folii i paluszkach z dorsza”, mówi. Londyński prawnik, Jim Beach, zaczął uwalniać Queen z ich kontraktów, a wkrótce zespół związał się z EMI, z nowym managementem. Od teraz sukces Queen mógł uczciwie nabrać wiatru w żagle. May i Mullen pobrali się w 1974 r., para doczekała się trójki dzieci: Jamesa (obecnie – 2014 r. – 36 lat), Louisy (33 lata) i Emily (27 lat).

Kolejne wydawnictwo, A Night at the Opera, stworzyło z Queen gwiazdy międzynarodowego formatu. Album nie tylko zawierał mnóstwo wpadających w pamięć i elektryzujących hitów, ale także jeden z nich, Bohemian Rhapsody Freddiego stał się olbrzymim przebojem. W umyśle Freddiego zrodził się lata wcześniej, jako The Cowboy Song, prosta przyśpiewka rozpoczynająca się od słów Mama, just killed a man. Zainspirowana przez A Day in the Life Beatlesów, piosenka przerodziła się w trzyczęściową „mock operę”, której środkowa sekcja operowa nawiązywała do Galileusza, XVII-wiecznego włoskiego klauna Scaramuccia, włoskiego kompozytora Rossiniego, bohatera opery Mozarta Figara, arabskiego zwrotu modlitewnego „bismillah” oraz hiszpańskiego i portugalskiego tańca ludowego fandango.

3/4 Queen i Groucho Marx
3/4 Queen i Groucho Marx

Była tam też świetna folkowa piosenka sci-fi Briana ’39, opowiadająca o międzygwiezdnej podróży; Roger rockował swoim I’m in Love with My Car; a także sentymentalne You’re My Best Friend Johna. Nie wspominając o ponadczasowym Love of My Life  i opracowanym przez Briana God Save the Queen, które wykorzystywano jako zwieńczenie koncertów. Teraz Queen nabrał rozpędu, osiągnął wielki sukces, wielkie pieniądze, bezgraniczne uznanie krytyków i wyruszył w kolejną poważną trasę przez Wielką Brytanię. Od tego momentu ledwie pierwsze uderzenia klawiszy Freddiego, następujące po wstępie do Rhapsody, wywoływały krzyki i wiwaty podczas koncertu. Teraz mieli nieograniczone możliwości.

Większość 1975 r. zespół spędził na koncertach w USA, Kanadzie, Japonii i Wielkiej Brytanii. Natchnieni sukcesem, w 1976 r. wydali A Day at the Races, który zawierał więcej wielkich hitów. Chłopcy byli fanami braci Marx, a to drugie nawiązanie tytułem albumu do filmu jednego z braci doprowadziło do zaproszenia ich przez Groucho i prośby, by następnej płyty nie nazwali Duck Soup. „Był bardzo podobny do persony wykreowanej w filmach”, mówi o Groucho May. „W tamtym czasie był już staruszkiem i przyprowadzili go na wózku, ale był ostry jak brzytwa. Zaśpiewał dziwną pioseneczkę, a po tym jak zafundowaliśmy mu owację stwierdził <<Teraz wy zaśpiewajcie!>>. To był ten straszny moment, kiedy myślisz <<Oh, co teraz zrobimy?>> Pamiętam, że powiedziałem, iż bez gitary nie damy rady zaśpiewać, a on kazał przynieść jedną! Zacząłem chyba brzdąkać ’39. Podobało mu się, opowiedział kilka dowcipów i udał się na drzemkę!”.

Brian i Chrissie Mullen
Brian i Chrissie Mullen

Races zawierał jeden z najlepszych rockerów Briana, Tie Your Mother Down, który stał się koncertowym faworytem. Zawierał także spektakularny hymn gospelowy, zainspirowany przez Arethę Franklin i napisany przez Freddiego, zatytułowany Somebody to Love, jeden z faworytów Freddiego. „Freddie w tamtym czasie zdecydowanie kochał tę piosenkę”, mówi Brian. „Aretha Franklin była dla Freddiego wszystkim. Miała na niego ogromny wpływ. Mówiłem kilku osobom, że miewam wrażenie, iż czasami Freddie chciałby być Arethą w pięknych ciuchach. Konstrukcja była bardzo gospelowa, co pozwoliło mu zaśpiewać w sposób, w jaki uwielbiał śpiewać.”.

O Queen mówi się, że to najbardziej wykształcony ze wszystkich zespołów rockowych. Brian stawał się astrofizykiem. John był inżynierem studiującym elektronikę. Roger studiował biologię. Freddie studiował na akademii sztuk pięknych i był bardzo bystrym kolesiem. Członkowie zespołu przeprowadzali podczas tras wiele dogłębnych dyskusji na intelektualne tematy. „Czasami były bardzo zażarte”, wspomina May. Jednak zawody intelektualne stawały się najbardziej intensywne, gdy czwórka grała w Scrabble. „To było bardzo popularne zajęcie”, mówi May, „graliśmy z wielką zaciętością, traktując to bardzo poważnie, a Freddie był szczególnie dobry. Znał te wszystkie słówka, które pozwalały wygrywać.”.

Sesja News of the World, 1977 r.; fot.: Christopher Hopper
Sesja News of the World, 1977 r.; fot.: Christopher Hopper

Relacje w zespole były zdrowe, jednak jak to bywa w niemal wszystkich zespołach, stawały się one czasem trudne w studiu. „Byliśmy bardzo skupieni na muzyce, która była dla nas zbyt bliska i zbyt emocjonalna, by rozmawiać o niej bez zażartości”, mówi May. „Toczyliśmy więc ostre kłótnie. Opuszczaliśmy zespół na dzień czy dwa. Z tworzeniem muzyki jest jak z dzieckiem – kiedy ktoś zaczyna na nią wpływać, zaczynasz się złościć i zachowywać protekcjonalnie. Jednak tego typu rzeczy są wpisane w ten zawód.”.

Na początku 1976 r. grupa odbyła trasy w USA, Japonii i Australii. W następnym roku terminarz koncertowy był bardzo obszerny, obejmując cały świat, ukazał się też News of the World, spektakularny album zawierający dwa olbrzymie hity. Stawiając sobie wyzwanie, by napisać „hymny”, w których widownia mogła by w pełni uczestniczyć, Brian skomponował We Will Rock You, który stał się jedną z najbardziej znanych piosenek stadionowych. Nagranie dwóch tupnięć, po których następowało klaśnięcie wpadło Mayowi do głowy, po tym jak zobaczył na korytarzu studia kilka porozrzucanych desek, z którymi zespół następnie eksperymentował przez tupanie w nie. Freddie stworzył hymn We are the Champions, utwór tak smiały i skandaliczny w kwestii ego, że na początku pozostali muzycy uznali, że nie mogą nagrać czegoś takiego.

Hitkrant Award dla najlepszego zespołu, Holandia, 1979 r.
Hitkrant Award dla najlepszego zespołu, Holandia, 1979 r.

Kolejny album, Jazz, ukazał się w 1978 r. i ponownie zawierał kilka energetycznych hitów. Tak jak w przypadku We Will Rock YouWe Are the Champions, Brian i Freddie stworzyli dwie połączone piosenki przy okazji tego wydawnictwa. Fat Bottomed Girls Briana tekstem nawiązywało do Bicycle Race Freddiego. Album zawierał także Let Me Entertain You, który stał się koncertowym faworytem oraz Don’t Stop Me Now Freddiego, reprezentujący jego co raz bardziej hałaśliwy i lekkomyślny styl życia w środowisku gejowskim. Pytany o swój ekstrawaganckie i dzikie przyzwyczajenia, Freddie po prostu odpowiadał „Sypiam z mężczyznami, kobietami, kotami, ze wszystkim.”.

W tym okresie miałem szczęście jedyny raz zobaczyć Queen na żywo. W listopadzie 1978 r. w Cincinnati – miałem 17 lat, chodziłem do szkoły średniej, pracowałem drugi rok nad Deep Sky Monthly – i (samemu będąc perkusistą) pamiętam, że byłem poruszony dynamiczną grą Rogera, a wychodziłem zmieciony niesamowitym i niezwykle czystym brzmieniem Briana. Myślę też, że każdy, kto kiedykolwiek widział Queen byłby zachwycony, tak jak ja, głosem Freddiego. Skala i moc, którą dysponował cisnęła na usta słowa „Mój Boże!”.

Najlepszy zespół lat ’80

Wembley Arena, 1980 r.
Wembley Arena, 1980 r.

Queen wkroczył w lata ’80 z nowy albumem, The Game, a także z nowym, ambitnym planem koncertowym. Krążek zawierał dwa hity Freddiego, Play the Game oraz jedną z największych piosenek Queen, Crazy Little Thing Called Love. Znalazł się na nim także hit Briana, Save Me, który w późniejszych latach stał się wizytówką jego kampanii przeciwko znęcaniu się nad zwierzętami. Funkowe Another One Bites the Dust Johna Deacona także stało się olbrzymim hitem na całym świecie.

Trasa objęła przede wszystkim Stany Zjednoczone, ale także Kanadę i Europę. Podczas, gdy poprzednie albumy nagrywano w Anglii, szwajcarskim Montreux oraz we Francji (Jazz), tym razem produkcję przeniesiono do niemieckiego Monachium, które członkowie zespołu uwielbiali, ale które także narażało ich na „niebezpieczny” świat ekscesów. Grupa nagrała także album stanowiący soundtrack dla filmu sci-fi – Flash Gordon.

Napisany w ciągu 10 minut, w wannie monachijskiego hotelu Hilton, Crazy Little Thing był świadomą próbą odtworzenia autentycznego brzmienia rockabilly lat ’50. To jeden z niewielu wypadków, kiedy May użył innej niż Red Special gitary. „Byłem w studiu z naszym producentem, Reinholdem Mackiem, który jest raczej ponurym Niemcem”, mówi May. „Jego poczucie humoru było bardzo mroczne. Chciałem uzyskać świadome echo lat ’50, jako że świadomie graliśmy w stylu Elvisa. Powiedziałem Mackowi <<Hej, potrafię sprawić, by moja gitara brzmiała podobnie do Telecastera>>, który stanowił brzmienie lat ’50. Odparł <<Jeśli chcesz brzmieć jak Telecaster, to czemu do cholery nie użyjesz Telecastera?>> Tak też zrobiłem.”.

1980 r.
1980 r.

Napięty grafik Queen parł do przodu. Zespół zagrał na olbrzymich stadionach piłkarskich Argentyny, Brazylii, Wenezueli oraz Meksyku. W 1982 r. nowy album, Hot Space, obrał kierunek, który nie przypadł części fanów do gustu. Utwory takie jak Back Chat czy Body Language znacząco odstawały od stylu Queen i zaznaczyły wkroczenie grupy w styl disco.

Jednakże wielki hit płyty, powstał w wyniku przypadkowej sesji ze starym kumplem z Londynu, Davidem Bowiem. Under Pressure był efektem kolaboracji Deacona, który wymyślił powtarzającą się linię basu, Bowiem, a także pozostałą trójką z Queen – chociaż początkowo Brian nie zapatrywał się na to entuzjastycznie. Utwór i jego sławna wokalna improwizacja Freddiego zostały dobrze przyjęte i [Under Pressure] stał się stałym punktem koncertowym. W 1982 r. zespół ponownie koncertował w USA, Europie i Japonii.

Obecnie Queen regularnie zapełniał stadiony, a wspaniałe partnerstwo muzyczne, niesamowita persona sceniczna i cudowny wokal Freddiego oraz świetne piosenki wzniosły ich na szczyt jako najlepszy zespół epoki. Tempo było jednak przytłaczające, więc wszystko musiało nieco zwolnić. The Works z 1984 r. zawierało hard rockowe kompozycje Maya, Hammer to Fall oraz Tear It Up, a także Radio Ga Ga Taylora, zainspirowane słowami jego dziecka. Is This the World We Created…?, napisana wspólnie przez Maya i Mercury’ego, wdarła się do koncertów jako akustyczna ballada. I Want to Break Free Deacona okazało się wielkim sukcesem, któremu nie wiodło się za dobrze w Stanach Zjednoczonych. Teledysk, w którym chłopcy przebrali się w damskie ciuszki, nie zadziałał dobrze w konserwatywnej Ameryce, w związku z czym Queen stracił tam swoją popularność.

Konferencja prasowa, Nowy Jork, 1982 r.
Konferencja prasowa, Nowy Jork, 1982 r.

Trasa The Works trwała jednak w najlepsze przez niemal rok, począwszy od sierpnia 1984 r., swym zasięgiem obejmując Europę, Amerykę Południową oraz Japonię. Pod koniec tego maratonu, Queen dał się przekonać by zagrać podczas jednego z najważniejszych wydarzeń charytatywnych, zorganizowanym przez Boba Geldofa z Boomtown Rats, który miał nadzieję zebrać znaczną sumę pieniędzy, by zwalczyć głód w Etiopii. Nazwane Live Aid, wydarzenie składało się z dwóch koncertów zagranych 13 lipca 1985 r., jeden z nich odbył się na JFK Stadium w Filadelfii, a drugi na Wembley Stadium w Londynie.

Znajdując się wśród samych gwiazd, Queen ukradli show swoim 21-minutowym setem, który otwierało Boehamian Rhapsody, a kończyło We Are the Champions. To był najwspanialszy moment zespołu, którego świadkiem było 1,9 mld ludzi, a który nastąpił na ulubionej scenie, na stadionie Wembley. May i Mercury zamknęli koncert grając i śpiewając Is This the World We Created…?, który jakby został napisany specjalnie na tę okazję. „Napisaliśmy ten utwór wspólnie, co bardzo rzadko miało miejsce”, tłumaczy Brian. „Po prostu usiedliśmy i stwierdziliśmy, że potrzebujemy czegoś osobistego i intymnego, rozmawialiśmy o stanie, w jakim znajdował się świat. To był jeden z tych cudownych momentów, kiedy mogłeś poczuć, że to nadchodzi. To był jeden z niewielu momentów, kiedy współpracowaliśmy aż tak bezpośrednio.”.

Live Aid
Live Aid

Jednak jakie było najlepsze wspomnienie Maya dotyczące Live Aid? „Cóż”, mówi. „Chyba moment, kiedy wszystkie ręce wystrzeliły w górę podczas Radio Ga Ga, ponieważ publiczność nie zapłaciła biletów, by zobaczyć akurat nas. To było świetne potwierdzenie, że ludzie nie tylko znają utwór, ale także widzieli teledysk i wiedzieli co mają robić. Siła klipu była niesamowita, 70 000 ludzi na starym stadionie Wembley po prostu eksplodowała do tego synchronicznego ruszania rękoma.”.

„Drugim cudownym momentem podczas Live Aid był powrót na scenę z Freddiem, on w swoim T-shircie i jeansach, ja w czymś podobnym, i siedzenie tam z gitarą akustyczną”, wspomina Brian. „Nie mogliśmy być bardziej <<nadzy>>. Podczas wykonywania utworu pojawiły się jakieś problemy techniczne. Ale graliśmy dalej i cały tłum był skupiony na tym momencie. To było wspaniałe uczucie.”.

Live Aid zaszczepił w Queen nowe pokłady energii i w 1986 r. zespół zabrał się za kolejny album, A Kind of Magic oraz następującą po nim trasę. Część utworów napisano na potrzeby filmu Nieśmiertelny, a hitami stały się przypisywany całej czwórce One VisionA Kind of Magic Taylora, napisany przez Deacona i Mercury’ego Friends Will be Friends oraz Who Wants to Live Forever Maya. Trasa, choć ograniczona do Europy, była jak do tej pory najbardziej ekstrawaganckim tournée koncertowym – i zarazem ostatnim z udziałem Freddiego Mercury’ego. Ostatni wspólny koncert całej czwórki nastąpił 9 sierpnia 1986 r., w Knebworth Park, na północ od Londynu.

Reporter May
Reporter May

„Myślę, że podczas trasy Magic byliśmy w naszej najlepszej formie fizycznej”, twierdzi May. „Każdy z nas mógł grać z zawiązanymi oczami, tak dobrze się już wtedy znaliśmy, byliśmy świadomi siebie. Byliśmy niemalże jednym ciałem. Dlatego też czuliśmy się bardzo naładowani energią. To była chyba najlepsza trasa jaką zagrałem. Na scenie, muzycznie, wszystko było w najlepszym porządku. Freddie był wspaniały w tamtych czasach – świetnie zbudowany, świetny frontman, świetny łącznik między zespołem a publicznością. Pamiętam tę trasę jako prześwity dobrych emocji.”.

Chociaż dla większości wyglądało to tak, że Freddie i Brian mieli dominujący wpływ na muzykę Queen, May spieszy ze sprostowaniem tego poglądu. „To była bardzo demokratyczna działalność”, mówi. „Walczyliśmy o nasze racje, ale byliśmy też czterema całkiem inteligentnymi istotami i zdawaliśmy sobie sprawę, że każdy musiał posiadać równy udział w procesie twórczym, bo w przeciwnym wypadku wszystko się rozpadnie.”. Podkreśla, że „Roger i John zdecydowanie rozwinęli się z czasem jako twórcy. Proporcjonalnie, John miał o wiele lepsze średnie statystyki od nas wszystkich. Nie pisał tak wiele, ale wszystko co stworzył było wielkie. Another One Bites the DustI Want to Break FreeSpread Your Wings – zbiór jego piosenek był zdumiewający. W późniejszych latach Roger napisał A Kind of MagicDays of Our Lives czy Radio Ga Ga, które też były wielkimi przebojami.”.

W 1988 r. zaczęły krążyć plotki o stanie zdrowia Freddiego, gdyż zaczął wyglądać na coraz bardziej wychudzonego i wyczerpanego. Dość szybko pojawiły się zaprzeczenia, by go chronić, jednak prawda była taka, iż stał się nosicielem wirusa HIV, a choroba zaczęła postępować. Zespół nadal wydawał albumy, ale przestał koncertować. The Miracle z 1988 r. [właściwie 1989 r. – przyp. mike] posiadał highlighty w postaci I Want It All Maya oraz The Miracle Mercury’ego. Dwa lata później ukazało się Innuendo. Krążek zawierał trzy piosenki, które uderzyły w fanów, zwłaszcza oglądających wyraźnie chorego Mercury’ego zmagającego się z teledyskami do I’m Going Slightly MadThe Show Must Go On [to akurat klip kompilacyjny – przyp. mike] i These Are the Days of Our Lives. W listopadzie 1991 r., jako że był już potwornie chory i przykuty do łóżka, Mercury wydał oświadczenie, w którym potwierdził, że miał AIDS. Zmarł 24 godziny później. Cztery lata po śmierci Mercury’ego wydano ostatni album, na którym pojawili się wszyscy czterej muzycy, Made in Heaven.

Nowy początek – i powrót do astronomii

Queen, 1989 r.
Queen, 1989 r.

Pod koniec lat ’80, przed Mayem stało wiele wyzwań. Choroba Mercury’ego miała przygnębiający wpływ na zespół. „Przez cały ten czas wiedzieliśmy, że Freddie od nas odchodzi”, mówi. „Byliśmy bardzo przybici.”. Poza tym, pierwsze małżeństwo Maya zakończyło się w 1988 r. i popadł w ciężką depresję, która trwała do początku lat ’90. Przyznał się do tego, że rozważał popełnienie samobójstwa. „Moje życie zaczęło się rozpadać”, twierdzi. W pewien sposób to astronomia przywróciła go do nowego życia, które nastąpiło po jego strapieniach.

„Byłem w głębokiej depresji”, mówi o tym okresie. „Myślę, że mogę się określić mianem uduchowionej osoby, jednak nie mam związku z żadną zorganizowaną religią”, mówi May. „Kiedy byłem bardzo przybity, wybrałem się do tej kliniki w Tuscon, w Arizonie i powiedzieli mi <<Musimy odnaleźć Twoją duchowość – to co sprawia Ci największą radość>>. W tamtym czasie nie byłem w stanie wymyślić niczego, co sprawiało mi radość. Byłem w bardzo mrocznym miejscu. Aż w końcu wywnioskowałem, dzięki pięknemu niebu w tamtym miejscu, że jedną z moich największych pasji było spoglądanie w gwiazdy. Zatem w pewien sposób czuję się zakotwiczony w kosmosie. To bardzo potężna siła w moim życiu.”.

Too Much Love Will Kill You
Too Much Love Will Kill You

May twierdzi, że obserwowanie ciemnego nieba z Tuscon było siłą napędową do powrotu do normalności. „Spoglądałem w gwiazdy i widziałem Oriona oraz Drogę Mleczną, nazywałem je gwiazdami odwagi, gdyż zdawało się, że mają w sobie tyle mocy, z której mogłem czerpać.”.

Ostatnio znowu przechodził ciężki okres i odkrył, że musi zmienić swoje życie. „Przeszedłem przez ten ból i teraz czuję się dobrze, jestem silny i optymistyczny, wróciło moje poczucie humoru.”.

Oczywiście wraz ze śmiercią Freddiego nie umarła muzyka. W 1992 r. miał miejsce na Wembley The Freddie Mercury Tribute Concert. May nagrał też dwa albumy ze zmiennym składem określonym mianem The Brian May Band. Przez kilka lat, począwszy od 2005 r., w trasę wyruszył Queen + Paul Rodgers, z byłym wokalistą Free i Bad Company na pokładzie. Jeden z największych muzycznych momentów Maya nastąpił w 2002 r., kiedy on i Taylor zagrali na dachu Buckingham Palace [tak naprawdę tylko May był na dachu – przyp. mike], by wspomóc obchody Złotego Jubileuszu Królowej Elżbiety – widziało to ok. miliarda ludzi.

Chwila ta nadeszła dość niespodziewanie. „Ktoś do mnie zadzwonił”, mówi Brian, „i zaproponował, żebym zagrał hymn państwowy, spacerując po królewskich pokojach w Buckingham Palace. Powiedziałem, że nie sądzę, by to się mogło udać. Powiedzieli, że powinienem to zrobić tak, jakbym był Jimim Hendrixem. Odparłem, że nie jestem Jimim Hendrixem, a potem nagle mnie olśniło, że mógłbym to zrobić niczym samotny kobziarz, na dachu Pałacu. Z pełną orkiestrą. Po drugiej stronie zastałem milczenie, po chwili oddzwonili i zgodzili się.”.

The Brian May Band
The Brian May Band

May wspomina, że był bardzo nerwowy przed tym występem, bardziej niż przed graniem na wypełnionym po brzegi stadionie podczas koncertu Queen. „Za każdym razem, gdy na tygodnie przed widziałem Pałac, miałem to okropne uczucie w żołądku. Musiałem się nauczyć opanować strach. Powiedzieli, żebym zagrał z playbacku, lecz odpowiedziałem, że nie mogę tego zrobić. Chciałem zagrać to na żywo. Nadszedł ten dzień i zaparło mi dech w piersiach – to było jak skok z Mount Everest. Pierwszy raz usłyszałem orkiestrę na jakieś 10 minut przed występem, jeden wzmacniacz uległ awarii, ale koniec końców wydawało się, że wszystko się udało. I rzeczywiście się udało.”.

Niedawno zespół świętował 40-lecie swojego istnienia, co uczcił wydając swój cały katalog z niezliczoną ilością bonusów, a także specjalną książkę 40 Years of Queen. May poświęca się także innym muzycznym aktywnościom, grając tu i tam z brytyjską wokalistką Kerry Ellis czy nagrywając z raperem Dappym. W tym miesiącu [lipiec 2012 r. – przyp. mike] May i Taylor zagrali jako Queen u boku wywodzącego się z American Idol wokalisty Adama Lamberta. W 2000 r. May ponownie się ożenił, tym razem z Anitą Dobson, aktorką z brytyjskiej telenoweli EastEnders, którą poznał pod koniec lat ’80.

Brian na dachu Buckingham Palace, 3 czerwca 2002 r.; fot.: myfirstrecord.co.uk
Brian na dachu Buckingham Palace, 3 czerwca 2002 r.; fot.: myfirstrecord.co.uk

Pytany o swoją muzyczną spuściznę, May odpowiada, „Cóż, podejrzewam, że We Will Rock You zostanie wyryte na moim nagrobku, gdyż połączyło tak wiele osób na całym świecie. Wiesz, codziennie ludzie wysyłają mi linki do klipów na YouTube z ich dziećmi śpiewającymi ten kawałek. Niedługo pojawi się płód, który w łonie będzie wybijał nóżkami i rączkami rytm boom boom chick. Cieszę się, że obiegł on świat w ten sposób.”.

Jaki jest najlepszy utwór, który napisał? „Too Much Love Will Kill You może być najlepszą piosenką, jaką napisałem, zarówno pod względem tekstu, jak i muzyki. Ten utwór stanowi dla mnie rodzaj terapii, napisałem go z dwójką ludzi, Frankiem Muskerem i jego dziewczyną, całość sama jakby wypłynęła. Jestem dumny z tej piosenki. Niektórzy ludzie pamiętają, że Freddie ją śpiewał, a jego śmierć sprawiła, że kompozycja ta nabrała wyjątkowości. To po prostu piosenka o miłości, w której źle się dzieje.”.

Jaka jest ulubiona piosenka Briana, którą napisał Freddie? „Prawdopodobnie The Miracle„, mówi. „Ma w sobie niesamowitą lekkość, a  napisał ją w czasie, gdy musiało mu być bardzo ciężko myśleć optymistycznie. Jest tak cudownie przejrzysta w sposobie, w jaki ją nagrano, a słowa mają w sobie wiele finezji. Ale także poważny wydźwięk. Kocham ten utwór, ale Freddie napisał kilka wspaniałych rzeczy; Zawsze jak występuję, to gram Love of My Life, niemal w każdym zakątku świata.Brian May 002

Astronomia także wróciła do życia Maya, z wielką siłą. Jego stary przyjaciel, Sir Patrick Moore, przekonał go, by powrócił do niemal skończonego doktoratu o ruchach w chmurze pyłu zodiakalnego. „Patrick był tak wielką siłą napędową w moim życiu”, mówi. „Po raz pierwszy spotkaliśmy się, gdy Patrick grał w przedstawieniu radiowym autorstwa mojego przyjaciela Dirka Maggsa, które robił dla BBC. Spotkaliśmy się, zaiskrzyło między nami i zostaliśmy prawdziwymi przyjaciółmi.”. Brian nie zajmował się astronomią przez dłuższy czas, grając rock’n’rolla, a Patrick „zaprosił mnie z powrotem”, mówi. „Wystąpiłem w programie Sky at Night, jedynym, który mogłem oglądać późno w nocy jako dziecko. Od czasu do czasu Patrick wspominał <<Dlaczego nie ukończysz swojego doktoratu?>>.”.

May był sceptyczny. Czy ten obszar badawczy nie zmienił się za bardzo przez te 30 lat? Moore powiedział mu, że badania nad tym konkretnym obszarem przemieszczania się w chmurze pyłu zodiakalnego, nie posunęły się zbytnio naprzód. „Najdziwniejsze jest jednak to”, twierdzi May, „że zacząłem o tym wspominać w wywiadach, jakby to było coś, co chodzi mi po głowie i jakimś cudem kierownik astrofizyki na Imperial College usłyszał jeden z wywiadów, zadzwonił do mnie i zaprosił do powrotu na uczelnię!” Oferta była poważna, więc – jak mówi Brian – „Kto byłby w stanie odmówić?”.

Brian, Sir Patrick Moore i Chris Lintott; fot.: brianmay.com
Brian, Sir Patrick Moore i Chris Lintott; fot.: brianmay.com

W rolę konsultanta wcielił się Michael Rowan-Robinson i May ukończył badania. W 2007 r. złożył swoją dysertację, a Springer-Verlag wydał ją jako Badania nad prędkościami radialnymi w chmurze pyłu zodiakalnego. W następnym roku został współautorem książki astronomicznej Bang! Kompletna historia wszechświata, wspólnie z Moorem i Chrisem Lintottem, wydanej nakładem Johns Hopkins. W jeszcze następnym roku, jego zainteresowanie stereofotografią zaowocowało książką A Village Lost and Found, którą stworzył wspólnie z Eleną Vidal, a która przedstawiała stereo-widoki wioski z rejonów Oxfordshire autorstwa T. R. Williamsa z lat 1850-tych.

Kiedy nie gra muzyki, nie troszczy się astronomią lub nie bawi stereofotografią, May pasjonuje się środowiskiem naturalnym zwierząt, o czym pisze na swojej stronie, http://www.brianmay.com. Polowanie na lisy, odstrzał selektywny borsuków, a także inne działania wzmagają gniew Maya i powodują, że jego energetyczny aktywizm przenosi się na dziennikarzy, członków brytyjskiego Parlamentu, czy też opinię publiczną. „Zainteresowanie zwierzętami zawsze we mnie było”, mówi, „i obiecałem sobie, że nadejdzie czas, gdy będę mógł się im poświęcić.”.

Dr Brian May
Dr Brian May

May twierdzi, że ma astronomiczne podejście do świata zwierząt. „Przez tysiące lat wierzyliśmy, że stanowimy centrum wszechświata. Okazało się, że tak nie jest. Zostaliśmy zdegradowani do bycia małym punktem na obrzeżach galaktyki. Jeśli odniesiesz ten koncept do postrzegania przez nas naszego gatunku, to dla mnie jest to bardzo podobne. Myślimy, że jesteśmy główną formą życia na Ziemi. Dla mnie jest zrozumiałym samo przez się, że wszystkie stworzenia są szczytowym osiągnięciem ewolucji i zasługują na szacunek. Każde stworzenie zasługuje na odpowiednie traktowanie. Niestety, staliśmy się w swoich oczach tak ważni, że zdegradowaliśmy wiele gatunków do roli zbytecznych, do tego stopnia, że nimi poniewieramy i je wykorzystujemy. Tak wiele stworzeń nie będzie już nigdy stąpać po Ziemi, tylko dlatego, że je zniszczyliśmy.”. Za swoje zasługi w wielu dziedzinach, w 2005 r. May otrzymał tytuł Komandora Orderu Imperium Brytyjskiego (CBE).

May jest obecnie zapracowany bardziej, niż kiedykolwiek. „Wstyd mi przyznać, że mam tak mało czasu na obserwowanie nieba”, mówi. „Mieszkam w Anglii, gdzie nieczęsto zdarza się czyste niebo, a jeśli już, to chwytasz za pierwszy teleskop, jaki ci wpadnie w ręce”. Jego ulubione obiekty kosmiczne? „Najbardziej ekscytują mnie planety. Jowisz i Saturn nigdy mi się nie znudzą.”. Przez chwilę był nawet uzależniony od całego układu słonecznego, obserwując cztery lub pięć zaćmień na osiem lub dziewięć prób. „Kiedy po raz pierwszy widzisz pełne zaćmienie, zaczynasz rozumieć, gdzie jesteś, na kawałku skały, która krąży wokół Słońca”, mówi. „To świetne uczucie – doświadczenie wpływające na całe życie.”.

Jak May postrzega kolejne pokolenie entuzjastów astronomii, gdy tak wielu młodych ludzi odwraca się od nauki? „Cóż, myślę, że wkraczamy w fazę, gdzie wiedza sama w sobie nie jest czymś gromadzonym w mózgu”, twierdzi. „Za czasów Patricka Moore’a uczyłeś się mnóstwa faktów, równań i szczegółów o wszystkim co stanęło na twojej drodze. Niemniej to wszystko drastycznie się zmieniło. Kładzie się nacisk na używanie sprytu do analizy znaczenia faktów oraz sprawdzania wielkich mas informacji na podstawie odnośników, które są obecnie łatwo dostępne. Myślę, że kierujemy się w stronę poszukiwania znaczenia w przedmiotach, raczej niż  poszukiwania samych obrazków.”.

Dodaje ze śmiechem: „Chociaż osobiście uwielbiam obrazki.”.

Tytuł oryginału: Brian May: A life in science and music – the full story
Autor: David J. Eicher
Źródło: Astronomy Magazine, lipiec 2012 r.
Tłumaczenie: mike

ornament