Roger Taylor, 2013Przez ponad 40 lat Roger Taylor zasiadał za zestawem perkusyjnym zespołu Queen. Na tej pozycji objechał kilkukrotnie świat oraz był częścią niemal każdego magicznego momentu w muzyce, o których wielu muzyków może tylko pomarzyć. W tym czasie zdążył także zanurzyć się w ekstensywną karierę solową, wydając albumy pod własnym nazwiskiem, a także z osobnym zespołem, The Cross.

Omnivore Recordings zebrało materiał ze wszystkich jego solowych podróży w dwóch nowych składankach. Best, który ukaże się 27 października, zawiera 18 utworów – od solowego debiutu Taylora w postaci singla aż do jego albumu z 2013 r. – Fun on Earth. Zestaw ukaże się zarówno na CD, jak i winylu, gdzie wiele utworów zadebiutuje. Z kolei The Lot oferuje możliwość zanurzenia się głębiej w twórczości perkusisty Queen, a na półkach sklepowych ukaże się 1o listopada. Prezentuje całość solowego materiału Taylora umieszczoną na 12 płytach CD – w tym cztery krążki singli i remiksów, do tego DVD z dodatkowymi materiałami wideo oraz 64-stronicową książkę.

Taylor porozmawiał z Ultimate Classic Rock o nowych wydawnictwach, a także o jego działalności z Queen, zarówno tej przeszłej, jak i obecnej.

Osiem albumów dało Ci sporo materiału, z którego mogłeś wybierać. Jak dotarłeś do ostatecznej wersji materiału, którą możemy usłyszeć na Best? Co sprawiło, że każda z tych piosenek przyszła Ci na myśl?

Cóż, prawdę mówiąc, zależało mi na opiniach ludzi. Zatem materiał dobraliśmy na podstawie tego, co wydawało się, że ludzie uważają za najlepsze, a ja wyraziłem na to zgodę. Któregoś dnia przesłuchałem całości w samochodzie i uznałem, że brzmi to całkiem nieźle. Nie spędzam zbyt dużo czasu na słuchaniu własnych rzeczy. Najbardziej się do nich zbliżam w trakcie ich kreowania. Więc jak potem po kilku latach tego słuchasz, czasem trafi się miła niespodzianka. Naprawdę uważam, że to dobra grupa utworów. Należą do tych bardziej przystępnych.

Rainbow '74; fot.: queenphotos.wordpress.com
Rainbow ’74; fot.: queenphotos.wordpress.com

Jest też box, na którym można znaleźć wszystkie Twoje solowe albumy. Z Twojego punktu widzenia, co było potrzebne, żeby zebrać to razem?

Cóż, to był świetny pomysł, a i wytwórnia była skłonna, by go zrealizować – pomyślałem sobie „fajnie będzie zebrać cały ten materiał i wydać go w jednym zestawie.”. Według mnie jest świetny. Wiesz, mam kilka pudeł z połową mojego życia i to cudowne mieć to wszystko w jednym wydawnictwie. To jak związanie razem pakietu i tworzenie z niego schludnej kolekcji. To świetna sprawa, czuję, że mogę iść naprzód [śmiech].

Tego typu kolekcje są dobre, ponieważ często znajdują się na nich rzeczy, których nakład się wyczerpał.

Dokładnie tak! Wydaje mi się, że tak było z częścią rzeczy, potem znowu je wydano, a później znowu wyczerpał się nakład. Ale masz rację, tak, a teraz, jeśli chcesz, jest to znowu dostępne i to świetna sprawa. Naprawdę fajnie mieć to w jednym opakowaniu. Jestem z tego bardzo zadowolony. Muszę Ci opowiedzieć zabawną historię, stworzenie tego boxu zajęło nam kilka miesięcy, a kiedy wreszcie przysłano mi z fabryki gotowy produkt, podekscytowany zerwałem folię, a po otwarciu okazało się, że w środku nie ma ani jednej płyty! [śmiech]. Mieliśmy trochę problemów produkcyjnych. Wyobrażam sobie, że wydajesz pieniądze na ten box, a w środku nic nie ma. Chociaż książka tam była! Tak czy inaczej, naprawiliśmy ten błąd!

Roger Taylor in studioQueen był często zespołem, który wyciskał maksimum z technologii nagrywania. Podobnie, część Twojej solowej twórczości w tych kolekcjach ma bardzo dużo nakładek. Prawdopodobnie w takim zespole jak Queen przyzwyczaiłeś się do konkretnego stylu pracy. Interesuje mnie jak podszedłem do pracy z punktu widzenia solisty, kiedy miałeś pełną kontrolę i jak daleko wybiegały Twoje myśli, jeśli chodzi o to, co chciałeś zrobić muzycznie ze swoją twórczością poza Queen.

Za każdym razem chciałem osiągnąć coś innego. Na pierwszym albumie, Fun In Space, chciałem czegoś psychodelicznego. Jednak wiedziałem, że jako jedyny instrumentalista i wokalista na płycie, co bardzo mi odpowiadało, musiałem wykorzystać studio do jego maksymalnych możliwości i skorzystać ze wszystkich warstw, nakładek, podwójnych ścieżek, etc. Nie jest to takie proste, jeśli jesteś tam tylko ty, więc używasz wszystkich sztuczek, jakie znasz. Jednak nawet przy kilku utworach Queen zdarzało mi się nagrywać wszystkie bębny, gdy nikogo innego nie było nawet w pomieszczeniu, a nie mieliśmy metronomu lub automatu perkusyjnego, dosłownie odtwarzałeś sobie utwór w głowie i do tego grałeś. W twórczości Queen są tego trzy lub cztery przykłady, co jest całkiem interesujące. To wymaga techniki.

Myślę, że Twój materiał solowy uwidacznia osobom, które nie są tego świadome, że jesteś osobą, która potrafi grać na różnych instrumentach. To zapewne pozwoliło Ci zaspokoić pewne rejony kreatywności, do których w innym wypadku nie mógłbyś się zbliżyć.

Masz absolutną rację. Mogłem wyrazić siebie w być może dość samolubny sposób. Nie wiem, ale to było świetne, bo mogłem winić tylko siebie. Niemniej, jak sądzę, było to swego rodzaju przedłużenie własnej osobowości.Roger Taylor Foto 11

Jednocześnie nie traci na tym strona perkusyjna tych nagrań. Wydaje się wręcz, że w części tych piosenek, element perkusyjny jest podkreślony. Czy miałeś poczucie, że miałeś swego rodzaju dodatkowe upoważnienie, by pójść trochę dalej w tym obszarze, niż podczas typowej pracy z Queen?

Tak sądzę. Jeżeli wsłuchasz się w album jakiegokolwiek gitarzysty, usłyszysz na nim mnóstwo gitary. To nieustanna walka, zazwyczaj każdy uważa, że powinien być głośniej w miksie, zwłaszcza we wczesnych latach. Oczywiście, jeśli masz szansę, to możesz uczynić swój główny instrument najgłośniejszym na całym albumie. Nie powiedziałbym jednak, że jest tak na każdym z tych kawałków. Jest mnóstwo elementów perkusyjnych, zwłaszcza na wcześniejszych nagraniach. Oczywiście, chcę, żeby bębny były słyszalne. Sądzę, że są ważne. [śmiech]

Kiedy jesteś w tak popularnym zespole jak Queen i zaczynasz myśleć o tym, by nagrać jakieś płyty samemu, jak trudno jest znaleźć pewność siebie, by wyjść z tego świata?

Wydaje mi się, że najtrudniej jest zdobyć pewność siebie w kwestii bycia głównym wokalistą. To tak subiektywne, a jednocześnie takie wrodzone. W dodatku mieliśmy niesamowitego wokalistę, to było ryzykowne. Jednak każdy w zespole wspierał solowe działania pozostałych. Wiesz, rozumieliśmy to, jeśli John, Brian lub nawet Freddie chcieliby zrobić coś pod własnym nazwiskiem? „Ta, spoko. Hej, powodzenia”. Zdarzało nam się też okazjonalnie zagrać na swoich solowych krążkach. Freddie nawet zaśpiewał jedną z moich piosenek. Nie mieliśmy z tym problemu; wszystko odbywało się w przyjacielskiej atmosferze.

fot: James Cumpsty, 2002 r.; źródło: rogertaylor.info
fot: James Cumpsty, 2002 r.; źródło: rogertaylor.info

Fun on Earth był Twoim pierwszym solowym albumem od 15 lat. Bez wątpienia, przez te 15 lat byłeś zajęty. Co sprawiło, że w końcu postanowiłeś nagrać kolejny solowy album?

Mam to szczęście, że posiadam studio w miejscu zamieszkania, to było gromadzenie pracy. Nie powstała ona szybko; było to powolne narastanie. W rezultacie zebrałem to do kupy i pomyślałem, że stworzę z tego cały album. Potem próbujesz nagrać spójną płytę. Niemniej naprawdę, to było gromadzone przez całkiem długi okres.

Jak wygląda Twój proces tworzenia? Czy nadal regularnie piszesz?

Nie, jest to bardzo nieregularne [śmiech]. Jeśli mam pomysł – a dobre pomysły zazwyczaj rozwijają się super-szybko, myślę, że te nad którymi musisz pracować odniosą mniejszy sukces jako gotowy utwór. Wiesz, jeśli dopasowanie czegoś i sprawienie, by zadziałało zajmuje tak dużo czasu, to prawdopodobnie nie jest najlepszy pomysł. Czasami zacznę coś na pianinie lub przyjdzie mi do głowy kilka słów. Tak naprawdę może to się zacząć w dowolny sposób. To dość przypadkowy proces. Nie usiądę i nie zacznę pracować nad piosenką, jak pisarz lub ktoś w tym stylu.

Roger Taylor with Freddie Mercury in 1976Queen wyruszył w tym roku w trasę z Adamem Lambertem i publiczność  bardzo cieszyła się na możliwość zobaczenia zespołu znowu w halach tu, w USA. Jakie to było uczucie dla Was, wyruszyć ponownie w rozbudowaną trasę?

Zajęło to około czterech miesięcy, gdyż byliśmy także w Azji i Australii. Muszę przyznać, że było świetnie. Wiesz, dogadujemy się bardzo dobrze z Adamem. Pasuje do nas idealnie i wniósł tak wiele do samego show. Jest świetnym frontmanem, wygląda bardzo dobrze i pięknie śpiewa, jego styl bardzo pasuje do naszej muzyki. Wiesz, to bardzo teatralna muzyka, część naszych rzeczy. Jest najlepszy. Naprawdę świetnie się bawiliśmy i to chyba było widać podczas koncertów. W każdym mieście była spora publiczność i przyjmowano nas świetnie. To było naprawdę świetne doświadczenie, jestem wstrząśnięty. Będziemy kontynuować, w styczniu i lutym zagramy w Europie. Jest bardzo dobrze.

Co planujecie po europejskiej trasie, o której wspomniałeś? Chcecie nagrywać wspólnie z Adamem?

Myślę, że byłoby świetnie coś razem zrobić, tak. Prawdopodobnie nie album. On ma swoje rzeczy na głowie i stanowi to dla niego priorytet. Myślę, że mogłoby to być ciekawe doświadczenie, jego głos jest taki wyjątkowy i myślę, że moglibyśmy zrobić z nim coś wspaniałego. Widzę nieskończone możliwości oraz potencjał w Adamie Lambercie. Jest niesamowitym wykonawcą, zrobienie z nim czegoś byłoby bardzo interesujące.

Roger w 2012 r.
Roger w 2012 r.

10 listopada ukaże się nowa kompilacja Queen, zatytułowana Queen Forever. Znajdzie się tam kilka interesujących rzeczy, w tym kilka niewydanych wcześniej utworów. Możesz nam powiedzieć coś o procesie przygotowywania tych utworów do wydania?

Cóż, w skrócie, Brian i ja pracowaliśmy nad przygotowaniem trzech piosenek. Kawałek z Michaelem Jacksonem [There Must Be More to Life Than This], który jest starym utworem Freddiego, który nagrał z Michaelem, mieliśmy własną wersję – która była bardziej surowa i ze zmienionymi wersami. Potem poprosiliśmy naszego przyjaciela Williama Orbita, by stworzył, jak mniemam, bardziej przyjazny radiu miks. Wykorzystał kilka innych wersów, więc jego miks bardzo się różni. To dwie zupełnie różne wersje. Na albumie usłyszysz wersję Williama. Kolejny utwór, Love Kills, to stary numer dance, który Freddie stworzył z Giorgio Moroderem, jako utwór solowy. Chociaż wszyscy na nim zagraliśmy, nikomu o tym nie mówiąc. Brian wpadł na pomysł, żeby zagrać to o połowę wolniej i całkowicie przestawić instrumentarium, by nadać piosence nowy charakter, co moim zdanie znacznie ją poprawiło. Zawiera piękny wokal Freddiego.

Trzecia ścieżka to stary utwór Queen [Let Me In Your Heart Again], której nigdy tak naprawdę nie dokończyliśmy podczas sesji The Works w Los Angeles. Popracowaliśmy trochę nad nię z Brianem, dodaliśmy trochę chórków i wyszło świetnie, poza tym możesz usłyszeć starą sekcję rytmiczną Queen na pełnych obrotach i jak dla mnie brzmi to dobrze!freddie-mercury-michael-jackson-photo-in-19801

Wiem, że Freddie pracował nad jeszcze innymi ścieżkami z Michaelem. Przyjrzeliście się tym materiałom?

Tak. Jednak musieliśmy dostosować się do tego co wytwórnia i spadkobiercy Michaela zgodzą się wydać. Rozmawialiśmy z nimi i zgodzili się tylko na ten jeden utwór.

Świętujemy 40-tą rocznicę Queen II Sheer Heart Attack. Począwszy od Queen II, co Ci przychodzi na myśl, gdy myślisz o tych nagraniach? Zwłaszcza jeśli chodzi o ten krążek, czy pomysł na „Czarną Stronę” i „Białą Stronę” albumu powstał na początku procesu twórczego?

Tak było. W ogóle mieliśmy jakiś czarno-biały motyw. Przenosiliśmy go na scenę. Wszystko było czarne lub białe. To robiło wrażenie – w tamtych czasach niewiele się działo na scenie pod kątem produkcyjnym. Postanowiliśmy więc wykorzystać to także na albumie, stąd te nazwy. Nieco mroczniejsza strona była „Czarna”, a ta bardziej baśniowa „Biała”. Już samo to niosło w sobie fajny ładunek emocjonalny – drobne oznaczenie płyty, które mogło przyczynić się do tego, by dłużej pozostała w pamięci. Jednakże w czasie Queen II bardzo dużo eksperymentowaliśmy.

Zespół bardzo dużo uczył się technik nagrywania podczas powstawania dwóch pierwszych albumów. Jak to wyglądało, gdy zaczynaliście prace nad Sheer Heart Attack? Nie ma wątpliwości, że kontynuowaliście ewolucję brzmienia zespołu. Jak wspominasz, na jakim etapie byliście przystępując do tej trzeciej płyty, w porównaniu do tego jak tworzyliście pierwsze dwa krążki?

Cóż, myślę, że trzeci krążek brzmi prościej, ale myślę, iż to o wiele lepsza płyta i to na wielu płaszczyznach. Wydaje mi się, że zdążyliśmy już załapać o co chodzi w pracy w studio, dzięki czemu brzmienie jest lepsze. Perkusja brzmi lepiej, myślę też, że doszlifowaliśmy nasze harmonie wokalne. Sheer Heart Attack to bardzo dobry zestaw. Nie stara się być – nie jest zbyt napompowana. Po prostu jest dobrą, mocną płytą.

Queen podczas pracy nad ANATO
Queen podczas pracy nad ANATO

Patrząc na następny album, wydaje się, że Bohemian Rhapsody jest utworem, którego już sam proces nagrywania mógł doprowadzić zespół do szału.

Tak, to był długi i angażujący i bardzo wykańczający proces. Urządzenia obsługujące taśmy ulegały uszkodzeniu i mieliśmy wiele przerw. Było tam, nie wiem ile, ok. 150 różnych głosów, które w istocie były trzema głosami – Freddiego, moimi i Briana. Pochłonęło to mnóstwo pracy, ale Freddie miał to wszystko poukładane w głowie i wierzyliśmy w ten utwór, więc kontynuowaliśmy. Muszę powiedzieć, że gdy skończyliśmy ścieżkę, to pomyśleliśmy „To jest całkiem niezłe!”. Byliśmy z niej bardzo zadowoleni.

Zespół wydał siedem albumów w sześć lat, począwszy od debiutu w 1973 r. To niesamowity okres aktywności. Z kreatywnego punktu widzenia, jak ciężko było utrzymać tempo pisania i wydawania albumów – a potem jeszcze tras koncertowych promujących te albumy?

Serio? Nie miałem pojęcia! To naprawdę z grubsza wyglądało tak: album, trasa, album, trasa. Było ciężko. Przyzwyczailiśmy się do tego. Wiesz, na samym początku zawsze gromadziliśmy materiał, który mieliśmy, a potem graliśmy go na próbach. Potem, kiedy nabraliśmy tempa, pojawialiśmy się w studiu i próbowaliśmy oraz pisaliśmy, potem patrzyliśmy co z tego wyszło i podrzucaliśmy jakieś pomysły. Jestem pewien, że przez to czasem cierpiała jakość; musiała – to nieuniknione. Niemniej przywykliśmy do robienia tego w inny sposób i tak naprawdę nie było czasu na pisanie, potem próbowanie, a następnie nagrywanie, więc połączyliśmy to wszystko w jeden proces.

Vh1 Rock Honors, 2006 r.
Vh1 Rock Honors, 2006 r.

Z Twojego punktu widzenia, jak ważny był Roy Thomas Baker dla procesu tworzenia płyt przez Queen? Co miał do zaoferowania?

Myślę, że wniósł określoną dawkę dyscypliny i mnóstwo cynizmu [śmiech], a także miłość do wysokokalorycznych deserów. Roy lubił sobie podjeść. Ale serio, był bardzo zdyscyplinowany i na początku bardzo surowy. Pod koniec przestaliśmy zwracać na niego uwagę [śmiech]. Ale zawsze dążył, by było dobrze. Podejście musiało być dobre. Czasami musieliśmy zrobić mnóstwo podejść, zanim było dobrze. Wiesz, wtedy wszystko było inne, wszystko naraz musiało być zrobione dobrze.

Niedawne wydawnictwo Queen z Rainbow z ’74 ucieszyło wiele osób. W jednym z komentarzy padło stwierdzenie, że przypomniało to Wam jak ciężkim zespołem był Queen w latach ’70.

Tak, byłem zdumiony, gdy znowu to usłyszałem. Nie słyszałem tego materiału od lat. Odtworzyłem w samochodzie i pomyślałem „Wow, to jest naprawdę ciężkie!”. Byłem w drodze na próbę z Adamem i Brianem oraz zespołem na amerykańską trasę i powiedziałem, „Słuchajcie, dlaczego nie zaczniemy kilkoma z tych starszych utworów, które graliśmy – wow, one są ciężkie!”. Zanim mieliśmy hity, byliśmy po prostu hard rockowym zespołem. Myślę, że ludzie zaczęli nas inaczej postrzegać, gdy usłyszeli hity – ale tym właśnie byliśmy. Bardzo ucieszyło mnie to, jak wyszła sprawa z Rainbow. Wygląda świetnie i brzmi dobrze.

Było już trochę wydawnictw koncertowych Queen z lat ’80, więc myślę, że ludzi ucieszyli się z otrzymania czegoś z lat ’70. Co jeszcze z tego okresu zawierają Wasze archiwa?

Niewiele. Myślę, że jest film z naszego darmowego koncertu w Hyde Parku, ale raczej niepełny i nie sądzę by był w dobrej jakości. Nic innego nie przychodzi mi do głowy.

Czy jest jeszcze coś, co chciałbyś przekazać czytelnikom?

Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyszli nas zobaczyć podczas trasy. Było świetnie, a my wciąż tu jesteśmy, nadal żyjemy i czerpiemy z tego radość. To była niezła jazda. Myślę, że Queen jest pociągiem, który nigdy się nie zatrzymuje.

Tytuł oryginału: Roger Taylor talks about solo work, Queen in the ’70s:
„We were just a heavy rock band” – exclusive interview
Autor: Matt Wardlaw
Źródło: ultimateclassicrock.com, 21.10.2014 r.
Tłumaczenie: mike

ornament