Niedawno na oficjalnym kanale YouTube Queen pojawił się pierwszy z planowanej serii rozmów z Queen + Adam Lambert, skompilowanych z okazji nadchodzącej letniej trasy (która startuje już 20 maja w Lizbonie!). W tym miejscu ukażą się nasze autorskie transkrypcje wszystkich części.

Część I – Życie w Queen

Roger Taylor: Kochamy naszą pracę, to jest to co robimy. Brian i ja robimy to już od wielu lat. Brian robi jeszcze wiele innych rzeczy, ale ja po prostu gram rock ‚n’ rolla…

Brian May: Oh, robisz też inne rzeczy (śmiech)

RT: … To moja praca.

BM: To jest nasza praca, to jest to co przyniosło nam światowy sukces i zawsze to kochaliśmy. Mam na myśli to, że Roger i ja już przebyliśmy tak długą drogę, od czasów chłopięcych, to niesamowite i jestem bardzo wdzięczny, że nadal możemy to robić. Spędziliśmy połowę życia budując to dziedzictwo piosenek oraz kontakt z publicznością i teraz możemy nadal to robić. To cudownie, że mamy Adama, bo bez niego… Tu potrzeba nietuzinkowej postaci, a Adam jest darem od Boga, tak go nazywam – dar od Boga.

Adam Lambert: Ci goście wylewali z siebie siódme poty, to niewiarygodne, słuchasz tych riffów i przejść perkusyjnych i brzmi to jak oryginalne wersje, jak nagrania studyjne. Wychodzę na scenę i myślę sobie „to brzmi jak nagrania, to jest wspaniałe!” (śmiech). To nieprawdopodobne, ich umiejętności i ich talent są niezaprzeczalne.

RT: Nie przypuszczałem, że w ogóle dotrwamy do takiego wieku, kiedy o tym pomyślę, to w środku czuję się jak 35-latek.

BM: Podobnie jak Roger, jestem zaskoczony, że nadal to robimy, nie sądziłem, że będę jeszcze istniał, wiesz, zbliżam się do siedemdziesiątki, a biegam po scenie razem z nim [Adamem – przyp. mike], młodym chłopakiem pełnym młodzieńczej energii, ale kocham to i jestem podekscytowany tym, że nadal możemy to robić i że nadal uszczęśliwia to ludzi.

RT: Myślę, że nikt nie wybiega tak daleko w przyszłość. Ja nie wiem co będziemy robić w przyszłym tygodniu (śmiech).

BM: Albo jutro (śmiech).

RT: To wspaniałe, jestem bardzo podekscytowany perspektywą gry w tych wszystkich fantastycznych miejscach w Europie, w których nigdy wcześniej nie byliśmy. Musisz to jednak robić na pewnym poziomie i kiedy stwierdzimy, że nie osiągamy tego poziomu, wtedy myślę, że nadejdzie czas (pokazuje gest ściętej głowy).

BM: Nie wiem skąd czerpiemy energię, mamy w sobie entuzjazm, który ciągle nas nakręca. Kochamy grać i mamy możliwość występowania z cudownym artystą i być w jakiś sposób Queen. To bardzo magiczne doświadczenie. Myślę, że ani Roger, ani ja nie spodziewaliśmy się, że do tego dojdzie. W dawnych czasach myśleliśmy, że to już koniec, gdy straciliśmy Freddiego. Jednak odnalezienie tego człowieka [Adama – przyp. mike] i możliwość grania Queen i tych wszystkich piosenek oraz widok tych uradowanych twarzy to prawdziwy cud. To świetne.

RT: Tak, móc stworzyć ten wielki spektakularny show, próbujemy też grać z taką samą intensywnością jak kiedyś, ale potrzebujemy świetnego wokalisty, który podoła tym utworom, a ten gość [Adam – przyp. mike] jest świetnym piosenkarzem.

AL: I jest tu sporo wspaniałej muzyki do zaśpiewania i to ma ogromne znaczenie. Te piosenki są niesamowite i ponadczasowe, a publiczność zna każde słowo, te hity to od lat część ich życia. Grasz muzykę, która tworzy głęboką więź z publicznością. I każdy z utworów zaspokaja inny rodzaj emocji. I te chwile, kiedy chcesz osiągnąć katharsis, wyzwolić głęboko zakorzenione uczucia, na przykład Who Wants to Live Forever ma w sobie tę dramaturgię, The Show Must Go On ma tę dramaturgię, do Somebody to Love mogę odnieść się osobiście, bo… (łka) (śmiech). Wszystkie są wyjątkowe.

RT: To był też ulubiony utwór Freddiego, jak sądzę.

AL: Somebody to Love? Myślę, że dobrze opisuje to, co wszyscy czują, w różnych momentach swojego życia. Tak jak zresztą wszystkie piosenki. Nie potrafię wybrać ulubionej, wszystkie są świetne i każda na swój własny sposób. Przykładowo, Radio Ga Ga ma ten wspaniały moment udziału publiczności. Oprócz Radio Ga Ga nie ma innego tego typu momentu podczas koncertu. Publiczność jest tak nabuzowana tą choreografią, którą wspólnie wykonujemy, podczas tej piosenki wychodziłem też do widowni, co było naprawdę ekscytujące. Kocham je wszystkie, z różnych powodów.

W sytuacji, gdy macie przed sobą tysiące kobiet i mężczyzn wykrzykujących Wasze imiona, jak pozostajecie normalni? 

BM: Nie jestem przekonany czy pozostajemy normalni…

AL: Nigdy nie byliśmy normalni.

RT: Tak, nie jesteśmy normalni.

BM: … Staramy się pozostać normalni (śmiech).

AL: To część naszej tajemnicy.

BM: To bardzo miłe, mamy szczęście tak na nich działać.

RT: Próbowałem ze wszystkimi, ale coś nie wyszło (śmiech).

Część II – Adam + Queen

AL: Na początku czułem się podekscytowany i przeżyłem szok, było w tym trochę niedowierzania. Moja kolejna reakcja to strach. Myślałem sobie „o Boże, fani mnie zabiją, czy zespół mnie polubi, czy w ogóle podołam tej muzyce?”. W związku z tym pierwsze kilka koncertów, jeśli mam być szczery, było przerażające, gdyż po prostu nie wiedziałem czy dam sobie radę.  Ale minęły cztery lata i…

RT: I naprawdę potrafi temu podołać.

BM: Już sam głos jest wystarczający, ten człowiek posiada naprawdę wyjątkowy instrument, ale ma też wiele innych cech, jest świetnym showmanem i interpretatorem materiału, który gramy…

AL: A moda?

BM: Zapomniałem wspomnieć o modzie? Bardzo dobrze wygląda.

AL: (śmiech)

BM: I kochamy to. Dobrze się dogadujemy i uwielbiamy to co robimy. To wspaniała możliwość dla nas, żebyśmy mogli z Rogerem robić to, co zawsze chcieliśmy robić…

RT:  Jeszcze jedna istotna kwestia – ma świetne włosy.

AL: (śmiech) Ufarbowałem je, żeby pasować.

BM: Dzisiaj, przed chwilą.

AL: To nowa fryzura.

BM: Mieliśmy okazję zobaczyć w jaki sposób Adam pracuje. Pierwszy raz spotkaliśmy go, gdy był w finale American Idol [w 2009 r., po zakończeniu współpracy z Paulem Rodgersem – przyp. mike] i gdy z nim współpracowaliśmy, to pomyśleliśmy sobie „hm, to mogłoby być dobre”, ale w tamtym czasie nie było mowy o tym, byśmy mieli to zrobić, ale kiedy nadarzyła się okazja współpracy z nim, weszliśmy w to i daliśmy jeden występ w Dublinie…

AL: A, tak, podczas European Music Awards…

BM: Tak, zagraliśmy trzy piosenki i zarówno my, jak i wszyscy zgromadzeni pomyśleliśmy „Tak, to działa!”.

AL: Pamiętam, że potem usiedliśmy razem, było jakieś after party, wypiliśmy kilka drinków, pogadaliśmy i było to całkiem miłe, od razu dało się wyczuć sympatyczną więź. To było bardzo ważne, jest to w dużej części zasługą tego, że ta współpraca działa, na scenie jest magicznie, ale poza sceną też się lubimy i jest to bardzo ważne. To legendarna grupa, ikona, jedna z najlepszych grup rockowych wszech czasów, a Freddie to jeden z moich największych idoli, jako wykonawca, pod kątem prezencji na scenie, wokalu, umiejętności muzycznych, więc tak – to było wyzwanie.

BM: Pamiętasz? Twój pierwszy koncert?

AL: Olbrzymi.

BM: Tak, wyszedł i nie powiedziałbyś [że to pierwszy występ – przyp. mike]

AL: Czterdzieści tysięcy? Tam było czterysta tysięcy! Ten w Ukrainie? Ogromny koncert!

To bardzo niewielki koncert jak na początek – kilkaset tysięcy ludzi na Ukrainie

AL: Pewnie, pryszcz! Spoko, dzielić występ z Eltonem Johnem, nic takiego, zero presji. Wszystko gra (śmiech).

RT: Wiesz, potrzebowaliśmy supportu i Elton akurat był wolny.

AL: Pamiętam jak będąc dzieciakiem chodziłem na wydarzenia sportowe i zawsze można było usłyszeć We Will Rock You We Are the Champions i nie jestem w tym sam, te piosenki są w życiu każdego z nas, stały się częścią kultury na całym świecie, nieważne skąd jesteś. Biorąc to wszystko pod uwagę, początkowo byłem przerażony, że obcuję z legendami, ale przez te cztery lata staliśmy się jednostką na scenie i to jest naprawdę coś, móc wykonywać utwory tak ikoniczne dla publiczności, która zna każde jedno słowo. Freddie był niewiarygodny. Jest mityczny i to była spora część początkowego przerażenia. Uh, będę porównywany, jak do tego podchodzę. Muszę powiedzieć, że Roger i Brian bardzo mnie zachęcali i byli bardzo otwarci w stosunku do mnie, kiedy zaczynaliśmy współpracę. Myślę, że to główny powód, dla którego odnieśliśmy sukces.

BM: Nigdy nie szukaliśmy kogoś, kto zastąpiłby Freddiego, nawet przez moment. Jestem przekonany, że Roger się ze mną zgodzi. Ale nagle pojawia się ten facet, który potrafi śpiewać i widzimy to w telewizji i myślimy sobie „Wow, ciekawie byłoby móc jeszcze raz ruszyć w trasę i zagrać te piosenki”. I nagle mamy gościa, który im podoła, nie tylko wokalnie, co jest już niesamowite samo w sobie, ale także pod kątem persony, prezencji i miłego obycia. To dla nas bonus, że jest tak miłą osobą, lubimy go, lubimy z nim przebywać. Możemy też tworzyć, możemy robić to, co zawsze robiliśmy. To wspaniałe.

RT: Tak, poza tym trafiliśmy na głos, który zdarza się raz na generację, mieliśmy szczęście.

AL:  Wiesz, te piosenki i spuścizna Freddiego dają mi dużo wolności. W tym materiale nie ma zbyt wielu granic. Freddie był super teatralny, campowy, dramatyczny, jego głos był bardzo dynamiczny. W tym materiale nie ma nic, co spowodowałoby we mnie jakieś zahamowania, więc świetnie się bawię.

BM: Obecność Freddiego jest bardzo zauważalna podczas występu. Znaleźliśmy kilka miejsc, gdzie Adam wykonuje z nim małe duety. Freddie jest zdecydowanie z nami. Mam na myśli też to, że jest częścią naszego życia, jestem przekonany, że Roger zgodzi się ze mną. Nie ma dnia, w którym nie odniósłbym się jakoś do Freddiego albo nie widział jego szalonego uśmiechu, śmiejącego się z ciebie, a na scenie, owszem, jest dużą częścią występu i uwielbiamy to, bo Freddie jest zawsze częścią Queen, jak mógłby nie być?

RT: Tak, zawsze będzie częścią naszej osobistej tapety.

BM: Tak, a Adam daje sobie świetnie radę. Widzę to każdego wieczora – no, może nie jest to do końca prawda, bo ludzie wiedzą kim on jest i kim my jesteśmy – ale widzę to u publiczności: „Oh, kim jest ten koleś, czy go polubimy, czy jest w porządku?”. Za dwie i pół piosenki stwierdzają „Boże, kochamy tego faceta!” (śmiech). Dzieje się tak dlatego, że jest tak otwarty, ma to podejście „nie mogę być Freddiem Mercurym, jestem sobą, czy jest ok?”, a publiczność reaguje na to „Tak, jest ok”, bo Adam ma – i Freddie by się ze mną zgodził – Adam ma atrybuty, które pozwalają mu zostać pierwszą gwiazdą rocka (śmiech). Po prostu je ma.

AL: Część tekstu w Don’t Stop Me Now jest śpiewana tak szybko, jak seria z karabinu maszynowego i czasem ciężko jest nie poplątać sobie języka (śmiech). Jest naprawdę szybko.

BM: Tak, to niemożliwe. Freddie nie znosił tego.

AL: I Stone Cold Crazy. Niesamowicie szybki. Jest tam mnóstwo słów i padają bardzo szybko. Ale to dobra zabawa.

BM: Ale to Who Wants to Live Forever powaliło nas na kolana. To co Adam tam robi jest wyjątkowe i sądzę, że Freddie by się zgodził. Utwór nabiera nieco nowego wyrazu. Ale jest wiele takich momentów, Adam ma swobodę, nie mówimy mu co ma robić. Przychodzi i mówi „mogę zrobić to i tamto”, a my na to „Ok”, opracowujemy to i ewoluujemy. Myślę, że Adam nas nakręca, co o tym sądzisz, Rog?

RT: Tak i objechaliśmy z nim cały świat więc jest to ugruntowane.

Jak ciężkim zadaniem jest wejść w buty Freddiego Mercury’ego?

AL: Cóż, przyniosłem własne obuwie…

BM: Tak! 

Część III – Koncert

AL: Najprościej ujmując – to będzie impreza.

BM: Nie mamy żadnych zasad, Queen może robić to, na co tylko ma ochotę. Mamy niezłe hity i możemy bawić publiczność przez dwie godziny, nie ma żadnych limitów.

RT: Całość jest bardzo spektakularna, w tym także gra świateł, więc to naprawdę duży, duży show.

BM: Mamy tę szansę robić to z Adamem. I gdyby nie Adam, to sądzę, że Roger i ja już byśmy tego nie robili. Możemy interpretować to działo, które stworzyliśmy, ludzie tego chcą, my możemy to zrobić i nadal sprawia nam to przyjemność. Nie wiem jak długo będziemy mieli możliwość pracy z Adamem, jest kreatywny, ma co robić, a my mamy to okienko możliwości, więc to wspaniałe, że możemy się pojawić i uszczęśliwić garstkę ludzi.

AL: Ta podróż z nimi jest niesamowita. Pracujemy już razem od czterech lat i z każdą trasą to ewoluuje, co jest ekscytujące, bo zawsze odnajduję coś nowego. Na początku, to było mocne, ale przerażała mnie myśl śpiewania dla Queen i myślę, że to nerwy wyciągały ze mnie to, co najlepsze. Teraz jest bardziej komfortowo, znamy się, muzyka teraz płynie w moim ciele, tak samo jak tkwiła w ich ciałach, wychodzimy na scenę i jest tyle zabawy.

RT: Tak, jest tam mnóstwo magii, mnóstwo zabawy. Adam ma fantastyczne poczucie humoru, które wiele ułatwia…

AL: Wydaje mi się, że po prostu się ze mnie śmieją (śmiech).

BM: Setlista będzie troszkę inna, ale jeszcze jej nie ustaliliśmy, nie zaczęliśmy jej nawet opracowywać. Ale trzymamy świat w garści, możemy zrobić co chcemy, a ten człowiek jest w stanie zaśpiewać wszystko, więc rozglądamy się za nowymi pomysłami.

RT: I będzie to też nieco inaczej wyglądać. Bardziej spektakularnie.

BM: Znamy się znacznie lepiej, ewoluowaliśmy jako zespół. Mamy teraz więcej pewności siebie i luzu względem siebie.

RT: Objechaliśmy świat, więc wszystko zostało wypróbowane i przetestowane.

AL: A ja mam szczęście dowiadywać się rzeczy o Freddiem, tego jakim był człowiekiem, może czasem jakichś motywów kryjących się za tekstami. Czuję, że rozumiem jego poszczególne części, jako człowiek z zewnątrz, który nigdy go nie spotkał. Może niektóre rzeczy nas łączą. Doceniam jego humor, oglądam nagrania z nim i uwielbiam to, jak swobodnie zachowywał się na scenie. Mógł robić dokładnie to, na co miał ochotę  w danym momencie i bardzo mnie to inspiruje. Wychodzenie na scenę i wykonywanie tego materiału jest dla mnie jakby przyzwoleniem, by po prostu robić to, co trzeba, bo Freddie nie znał żadnych limitów. Nie mogę się doczekać, by znów to zrobić.

RT: Próbowaliśmy między sobą różnych rzeczy, ale jeszcze nie mamy ułożonej setlisty, więc pewnie spróbujemy trochę nowych pomysłów.

BM: To po prostu doświadczenie na żywo…

AL: Myślę, że jedyna rzecz, która nie jest na żywo, to kilka momentów, gdy Freddie pojawia się na telebimie. Myślę, że to wyjątkowe, iż dostrzegamy go oraz wprowadzamy go do występu dla publiczności. To bardzo ważne.

BM: Zaczynamy z pustą kartką papieru i zastanawiamy się, co możemy tym razem zrobić. Mamy ten przykry obowiązek grania hitów…

AL: Mają ich zbyt dużo.

BM: Tak, jest ich zbyt wiele, ale musisz zagrać hity. Niemniej poza tym możemy… Wiesz, z Adamem nie ma czegoś, czego nie moglibyśmy zrobić, co jest świetne.

RT: Tak, mamy naprawdę szerokie spektrum, ale podczas ostatniej trasy w Ameryce Południowej wzięliśmy Ghost Town, jeden z kawałków Adama i zrobiliśmy go naszą piosenką.

AL: To było bardzo ekscytujące.

RT: Powstała wersja heavy metalowa.

AL: Co było bardzo fajne – przerobić futurystyczny house na heavy metal z lat ’70. To cudowne.

Musimy zawrzeć hity i w tym jest cały haczyk, a mają ich zbyt wiele. Queen to ikona z tymi wszystkimi hitami, które muszą umieścić w secie i zastanowić się nad kolejnością. Kolejność ma znaczenie, nie może być dowolna. Jest bardzo przemyślana i to jest świetne.

RT: Toczymy długie i zawzięte dyskusje, jak to wszystko poustawiać, potem gramy koncert, dochodzimy do wniosku, że coś nie zadziałało i zmieniamy kolejność.

BM: To bardzo, bardzo żywiołowy show…

Nie jest to trochę ryzykowne?

BM: Lubimy jak jest ryzykownie (śmiech).

Tłumaczenie: mike

ornament