W minioną niedzielę, 13 listopada 2016 r., w wieku 94 lat zmarła mama Freddiego – Jer Bulsara. O jej śmierci poinformowała Jacky Smith z Oficjalnego Fanklubu Queen:

Z wielkim smutkiem muszę poinformować, że wspaniała mama Freddiego zmarła w wieku 94. lat. Odeszła spokojnie podczas snu w niedzielę. Rodzina poprosiła o szacunek dla ich żałoby i nieodwiedzanie domu, jako że wiem, iż wielu z was zna adres. To bardzo smutne, była wspaniałą, prawdziwie ciepłą kobietą, której będzie bardzo brakować. Dołączy teraz do swojego ukochanego męża i syna. Spoczywaj w pokoju, Pani B., będę za Tobą tęsknić.

Z kolei Brian na swoim Soapboxie napisał:

Cóż, teraz, gdy wieści już wyciekły, pomyślałem, że podzielę się kilkoma słowami. Mama Freddiego, Jer Bulsara, zmarła kilka dni temu [13/11/16], w ciszy i spokoju podczas snu. Miała 94 lata. Życzeniem rodziny jest, by pogrzeb i wiążące się z nim uroczystości miały charakter prywatny.

Jer była ciepłą i oddaną mamą Freddiego i – podobnie jak Freddie – zawsze miała mocny błysk w oku. Choć była też oddana mężowi Bomiemu i żyła zoroastryjskiej wierze jako dobry Pars, miała niezależnego ducha i wielkie poczucie humoru. Znałem ją przez ponad 50 lat i kiedy zacząłem odwiedzać dom rodzinny Freddiego w Feltham, kilka kroków od mojego domu, w naszych studenckich czasach, Jer była zajętą mamą, pełną życia i optymizmu. I już wtedy niezwykle dumna ze swoich dzieci, Freddiego i Kashmiry. Chyba zgodne z prawdą będzie stwierdzenie, że tata Freddiego, mocno oddany parsyjskiej wierze, z trudem przyjął obraną przez Freddiego ścieżkę muzyka rockowego, w dodatku niezbyt godną. Mimo to, wsparcie zawsze było obecne. Natomiast Jer zawsze z radością śledziła nasze postępy, jako zespołu, a także zawsze przychodziła nas zobaczyć, gdy graliśmy w pobliżu, zawsze z ogromnym entuzjazmem. Freddie był bardzo blisko ze swoją mamą i – jak myślę – czerpał uszczypliwą przyjemność z prób zaszokowania jej.

Roger i ja pamiętamy jeden wieczór przed koncertem w Londynie (chyba Wembley Arena), kiedy Freddie powiedział: „Matka jest dzisiaj wśród publiczności. Lepiej dorzucę kilka dodatkowych <<ku*ew>>!” Nigdy nie dała po sobie poznać, że jest zszokowana. Po śmierci Freddiego Jer pozostała blisko nas – Rogera, Jima i mnie. Zawsze konsultowaliśmy z nią nasze prace, które były kontynuowane po śmierci Freddiego – Tribute Concert na stadionie Wembley, album Made In Heaven, który zawierał ostatnie dary wokalne Freddiego i stanowił dla nas dwa lata pełnej miłości pracy, singiel No – One But You, nasz hołd dla Freddiego, który napisałem podczas odsłonięcia pomnika Freddiego, momentu, który dzieliliśmy z Jer. Rozmawialiśmy z nią o remasterowaniu utworów, występie z Eltonem Johnem na wokalu podczas Bejart Ballet, który był także ostatnim występem na żywo Johna z nami, jak również naszą kolaborację z Paulem Rodgersem, a ostatnio Adamem Lambertem. Była z nami przez cały czas. Kochała to, że duch Freddiego był tak mocno zakorzeniony w tym, co robiliśmy i że Freddie zawsze był częścią naszych występów na żywo.

Prywatnie, z dala od świateł jupiterów, w ostatnich latach Jer zawsze czekała z filiżanką herbaty, gdy ją odwiedzaliśmy i zawsze mogliśmy porozmawiać o „moim Freddiem” bez cienia zakłopotania, czując, że nie jest od nas tak daleko.

To oczywiście bardzo ciężkie chwile dla Kash, wszyscy mamy nadzieję, że uda jej się przez to przejść w ciszy i że odnajdzie swój spokój.

Wiele miłości i szacunku.

RIP JER.

Bri XXX

ornament