Queen + Paul Rodgers – wywiad z zespołem (Classic Rock, czerwiec 2008)

Przeciągając świętowanie rocznicy wydania The Cosmos Rocks, postanowiliśmy zaprezentować jeszcze kilka wywiadów z epoki. Pierwszym z nich jest rozmowa Briana, Rogera i Paula dla Classic Rock, poświęcona albumowi, odbytej trasie koncertowej i oczywiście Freddiemu.

Queen + Paul Rodgers, Berlin, 21 września 2008 r.; fot.: Miguel Villagran

***

Wasza trójka ma na koncie więcej niż 50 albumów i ok. 300 milionów sprzedanych płyt, ale ten nowy krążek będzie zdecydowanie poddany najbrdziej szczegółowej ocenie.

Taylor: Mam taką nadzieję; najgorszą rzeczą na ziemi byłoby, gdyby ten album ukazał się z podkulonym ogonem. Dla mnie bardzo ważne jest udowodnić, że nadal jesteśmy twórczą jednostką. Jesteśmy aktywnym zespołem, który ma coś do zaoferowania, nie tylko stare hity.

May: Nie mam nic przeciwko poziomowi oczekiwań. Takie jest życie. Jesteśmy przekonani, że to co chcemy zaprezentować ludziom jest wystarczająco dobre.

Roger, wydaje się, że to ty byłeś tym najbardziej entuzjastycznie nastawionym do waszej ostatniej aktywności.

Taylor: Tak. Brian zawsze ma opory, ale jak się już zaangażuje w coś, to potem to kocha. W związku z jego astronomią i innymi zobowiązaniami ma sporo rzeczy do roboty w swoim życiu, podczas gdy u mnie wszystko jest dodatkiem do muzyki.

May: Roger był zdecydowanie siłą napędową w powstawaniu tego projektu. W jakiś sposób chciał wrócić w trasę. Wiedząc, że nie będziemy nigdy mogli zastąpić Freddiego, w swoich myślach byłem niemal gotów powiedzieć temu wszystkiemu „do widzenia”. Ale zawodowo i prywatnie działa to tak dobrze, jak tylko mogłem sobie wymarzyć.

Jak powstawała nowa muzyka? Czy rozdzielaliście się na zespoły?

Taylor: Absolutnie nie. Ktokolwiek przyniósł pomysł na piosenkę, to było właśnie to, co nagrywaliśmy. Paul pracuje zupełnie inaczej niż my. Brian i ja spędzamy niestworzenie dużo czasu dopracowując wszystko. Nigdy nie spotkał bardziej drobiazgowych i bardziej wybrednych indywiduów. Nawet doszło do tego, że uczyliśmy go harmonii wokalnych, których nigdy wcześniej nie robił, ale my też uczyliśmy się z jego spontaniczności.

Czy te nowe piosenki będą brzmieć w radiu jak Queen?

Taylor: Myślę, że tak. Oczywiście, nie jest to Queen z Freddiem Mercurym, ale wszyscy to wiedzą. Tworzenie muzyki z Freddiem byłoby dość problematyczne… ale Paul daje to wspaniałe bluesowe zacięcie.

May: Tak, jest bardziej rockowo niż możesz przypuszczać, ale jest tam też dużo radości. Jest tam sporo konwersacji muzycznych, co w dzisiejszych, skalkulowanych czasach jest rzadkością.

Rodgers: Doświadczenie tworzenia tych ich wspaniałych harmonii było niesamowite, ale czasami chwytałem za gitarę akustyczną i po prostu jammowaliśmy, więc czuć tam też chwilę błogiej intymności.

Zdradzicie nam tytuł?

May: Nasz tytuł roboczy to The Cosmos Rocks. Biorąc pod uwagę, że to bardzo radosna płyta, pewnie już przy tym zostaniemy.

Czy C-lebrity, utwór który zagraliście u Ala Murraya, to prztyczek w stronę Idola i Big Brothera? 

Taylor: Dotyczy to fenomenu kultury celebryckiej; desperackiego pokazania swojej twarzy w telewizji. Przyjęcie, że jeśli ktoś stanie się sławny sprawi, że będzie również bogaty jest naiwne. Drażni mnie to, że jest tylu znanych, bezużytecznych ludzi.

Czy obsesyjne zamiłowanie do Queen to kolejna warstwa stworzonej przez Ala Murraya postaci pijącego piwo ksenofobicznego zarządcy pubu?

Taylor: Nie. Al nie przypomina w niczym tej postaci w prawdziwym życiu, ale rzeczywiście uwielbia zespół. Jest też o wiele szczuplejszy i bardziej atrakcyjny bez swojego blezera i krawata.

Rodgers: Nie chciałbym zniszczyć reputacji Ala, ale on ukończył Oxford i pracuje z dziećmi w Kambodży. To naprawdę uroczy gość.

Możecie opowiedzieć nam o pozostałych piosenkach? 

May: Nie zdradzę szczegółów, ale zamierzamy zamieścić cover piosenki z lat ’50. Jest też Whole House Rocking, który jest dość prosty i radosny. Paul dostarczył trochę cudnego materiału, który ludzie mogą przyrównać do naszych czasów Sheer Heart Attack, w tym świetny mały kawałek zatytułowany Call Me. Nie mówię, że to Killer Queen, ale ma tę samą lekkość. Jest też numer We Believe, który jest dość wzniosły.

Taylor: Nagraliśmy też na nowo Say It’s Not True, kawałek, który był dostępny do pobrania za darmo na potrzeby Nelsona Mandeli i jego Światowego dnia walki z AIDS, ale tutaj cała nasza trójka śpiewa zwrotki, a pod koniec robi się naprawdę ciężko. Szczerze mówiąc, to chyba najbardziej rockowy album Queen jak do tej pory, choć pojawiają się też piękne bluesowe motywy.

Czy stosownie do starych zwyczajów I’m in Love with My Car z A Night at the Opera z 1975 r., będzie nam dane usłyszeć Rogera na wokalu?

Taylor: Trochę śpiewam. Brian i ja śpiewamy na albumie, ale ciężko jest przebić Paula.

Gdzie nagraliście album?

Taylor: W moim domowym studiu, gdzieś w głębi Surrey. Wszystko co usłyszycie powstało na żywo, w staroświeckim stylu.

Czy jesteście gotowi na krytykę, która nieuchronnie towarzyszy pochlebstwu?

Taylor: Wiemy, że niektórzy będą jęczeć „Oh, nie ma tu Freda…”. Oczywiście, że go nie ma, wy kutasiarze. Jeśli kogoś interesuje dlaczego to robimy, to dlatego, że jeszcze żyjemy. Proste. Jeśli wam się to nie podoba, to nie kupujcie płyty i nie przychodźcie na koncert.

Queen znalazł się w podobnej sytuacji do Led Zeppelin. Niektórzy będą krzyczeć „świętokradztwo!”, ale to was nie powstrzyma.

May: Są pewne powiązania z Zeppelin i wiem, że mieli swoje dylematy. Koniec końców, to co robisz musi być oparte na instynkcie i logice, a także na tym jakie masz odczucia względem swojej pracy.

Rodgers: Byłem tak samo ostrożny w nazywaniu tego Queen, jak wszyscy inni. Na początku myślałem, że użyjemy May-Taylor-Rodgers, podobnie jak Crosby Stills & Nash. Ale wspólne granie przekonało nas do tego, że tak będzie właściwie.

Taylor: To purystyczne podejście jest tak głupie. Led Zeppelin zrobili słusznie grając koncert na O2. Byłem tam, było świetnie. Ok, jeden z naszych ukochanych członków zespołu nie jest już wśród nas, ale co z tym zrobimy? Wszyscy mamy umrzeć? Nie, życie toczy się dalej.

Paul, zjednoczone Bad Company koncertujące bez ciebie, znajduje się w podobnie kłopotliwej co Queen sytuacji. 

Rodgers: [trochę gniewnie] Cóż, pod kątem prawnym, to oni nie są Bad Company [Mick Ralphs i pozostali posługują się nazwą X-Com], a ja wolałbym o tym nie mówić.

Osobiście przyznam, że sam byłem sceptycznie nastawiony, dopóki nie doświadczyłem koncertu Queen + Paul Rodgers w Hyde Parku, w lipcu 2005 r. 

Taylor: Nie wiedzieliśmy czy robimy właściwie aż do rozpoczęcia trasy. Potem było tylko lepiej i lepiej, a do zakończenia koncertów w USA ta decyzja została usankcjonowana.

May: Hyde Park był fantastycznym dniem, choć prawie do niego nie doszło [zamach terrorystyczny z 7 lipca opóźnił koncert o tydzień], ale w pewien dziwny sposób dodało to tylko dodatkowego kontekstu.

Paul, jak wielkim wyzwaniem było zaśpiewać Bohemian Rhapsody – utwór tak znany, że dorobił się własnego skrótu „Bo-Rhap”?

Rodgers: Cóż, Brian wpadł na pomysł, by uczynić z tego hołd dla Freddiego. Połączyliśmy zapis wideo z zespołem grającym na żywo; ze mną tworzącym para-duet z Freddiem. Wyszło naprawdę nieźle.

Czy reakcje publiczności przełożyły się na decyzję o stworzeniu albumu?

May: Częściowo tak. Bywały wieczory, jeśli chodzi o reakcje, kiedy myślałem „Boże, to jest równe wszystkiemu temu, co miało miejsce w przeszłości”. To było naprawdę ekstatyczne.

Czy w związku z byciem ćwiercią oryginalnego składu, ktoś telefonował do Johna Deacona z pytaniem czy chce wziąć w tym udział?

Taylor: Przywitalibyśmy Johna z otwartymi ramionami, ale kiedy do niego dzwonisz, to nie zawsze uzyskujesz odpowiedź. Nikt nie wie gdzie on jest i co porabia. Nie przepada za ludźmi. Kiedy nasz musical We Will Rock You startował na West Endzie, przesłał nam wiadomość, w której napisał, że akceptuje wszystkie nasze działania.

Czyli nie było wieści od Johna Deacona od 2002 r.?

Taylor: John zmienił się w odludka i jeśli mu to odpowiada, to kim my jesteśmy, żeby go przekonywać?

May: [chichocząc] Od czasu do czasu przyjmuje czeki, ale szanujemy jego decyzję odnośnie do jego drogi życiowej.

Kiedy spodziewacie się wydać album?

May: Celujemy we wrzesień.

Brian, na swoim blogu przepraszałeś ludzi, że trasa nie dotarła dostatecznie blisko domów wszystkich fanów.

May: [śmiejąc się] W żartobliwy sposób, owszem. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że nie zawsze możesz zaklepać miejsca, które byś chciał. Oczywiście, fani też mogą podróżować. My przecież mamy w tym swój udział.

Pytanie za milion dolarów – czy Freddiemu spodobałoby się to, co robicie?

Taylor: Zdecydowanie tak. Mieli różne style, ale on zawsze był fanem Paula. Fred pokochałby to co robimy, a gdyby nadal żył, to na pewno chciałby być w to zaangażowany.

Rodgers: Myślę, że Freddie spojrzałby na to z aprobatą. Wspaniała organizacja Queen była tutaj, gotowa do działania. Wszystko czego potrzebowali, to wokalista. Szczęśliwie, trafiło na mnie.

May: Sposób myślenia Freddiego jest wciąż mi bliski. Kiedy jeszcze żył, Freddie często powtarzał „Na litość boską, Brian, chcesz żebym śpiewał jak Paul Rodgers?” A w studiu wielokrotnie zadawaliśmy sobie pytanie „Co zrobiłby Fred?” Pomimo różnic, tę dwójkę wiele łączy. Paul potajemnie cieszy się z momentów, gdy jest zwierzęciem showbiznesu. Pochodzi z Middlesbrough, ale może jeszcze wciśniemy go w trykot!

Źródło: Classic Rock
Tłumaczenie: mike

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s