„Freddie jest zawsze ze mną” – wywiad z Rogerem Taylorem

Przyzwyczailiśmy się, że to zazwyczaj Brian jest ustami nowożytnego Queen. Dlatego też zawsze miło jest dla odmiany przeczytać wywiad z Rogerem. Oto tłumaczenie rozmowy, którą Taylor odbył pod koniec 2018 r. z dziennikarzem japońskiego serwisu NHK World – Japan.

Bohemian Rhapsody. Pracowaliście nad tym filmem przez bardzo długi czas. Jakie są Twoje przemyślenia po tym, gdy już się ukazał?

Moje główne przemyślenia są takie, że jestem bardzo szczęśliwy, iż tak wielu ludziom ten film się podoba. Sądzę, że poruszył on ludzi. To tak naprawdę wszystko, czego oczekiwaliśmy – Brian i ja – chcieliśmy, żeby film opowiedział historię, przeważnie prawdziwą historię, nie każdy jej detal, trochę manipulujemy tu czasem, ale chcieliśmy poruszyć ludzi, a może też podnieść ich trochę na duchu, myślę, że nam się udało. Chcieliśmy zrobić coś, żeby lidzie czuli się bardzo dobrze wychodząc z kina. Cieszymy się, że film stał się popularny.

Która scena wzruszyła Cię najbardziej?

Myślę, że to co mnie najbardziej poruszyło, to relacja Freddiego z jego ojcem. To było cudowne, gdy jego ojciec pod koniec zrozumiał to, co robił Freddie i poczuł tę ogromną dumę. Myślę, że to świetny moment.

Jest scena poświęcona nagrywaniu Bohemian Rhapsody, gdzie każą Ci śpiewać wyżej i wyżej. Czy to naprawdę miało miejsce?

Nie dokładnie, gdy kazał mi śpiewać wyżej i wyżej, śpiewałem ten sam dźwięk, choć bardzo wysoki i chyba tylko ja byłem w stanie go wyciągnąć. Ale to był przyjemny, zabawny fragment.

Film przyciąga nowych fanów, nastolatków, a nawet ludzi dwudziesto- i trzydziestoletnich. Co sądzisz o tym fenomenie?

To jest fenomen, wspaniała sprawa. To fantastycznie, że mamy nową publiczność. Jesteśmy starym zespołem, który przeżywał swoją świetność w latach ’70., ’80. i ’90. Ale odkryć w 2018 r., że wielu młodych ludzi odkrywa naszą muzykę po raz pierwszy, to fantastyczne, to bardzo dobre uczucie.

Jak myślisz, co przyciąga ludzi do Queen?

To już muszą powiedzieć ludzie. Osobiście uważam, że to dobra muzyka, ma w sobie jakość. Uważam, że rzemiosło jest dobre, śpiewanie jest dobre i kompozycje też są dobre. To nie musi być każdego para kaloszy, nasz styl nie odpowiadał każdemu. Jednak niektóre piosenki mają w sobie ten hymniczny pierwiastek i myślę, że docierają do ludzi.

Powiedziałeś w wywiadzie, że masz wrażenie, że obecnie ludzie skupiają się na zdolnościach Freddiego jako muzyka. Czy mógłbyś rozwinąć ten wątek?

Pomijając inne rzeczy, elementy teatralne u Freddiego, jego życie prywatne itp. potrafią być wyolbrzymiane i ludzie nie myślą o Freddiem przede wszystkim jako o muzyku, a on był świetnym muzykiem. Pomijając to, że był świetnym showmanem i piosenkarzem, był wspaniałym muzykiem i kompozytorem, więc chcieliśmy, żeby przebiło się to w filmie, a nie tylko ta lubieżna strona, o której część gazet niepiszących o muzyce uwielbiała pisać. Muzyka jest po to, by ludzie jej słuchali, a nie po to, by pisano o niej w gazetach.

Kilka miesięcy temu opublikowałeś zdjęcie pomnika Freddiego, który znajduje się w Twoim ogrodzie. Możesz nam powiedzieć o tym pomniku?

Mam w ogrodzie pomnik Freddiego, który uwielbiam, jest świetny, jest wielki. Uznałem też, że to zabawny pomysł, żeby mieć tam ten pomnik i sądzę, iż Freddie też by się uśmiał. Bardzo by go to bawiło.

Co przypomina Ci o Freddiem w codziennym życiu?

Cóż, jest on częścią mojej umysłowej tapety, nigdy o nim nie zapominam. Nie ma go już z nami bardzo długo, ale nigdy o nim nie zapominamy, jest częścią nas. Brian i ja, zawsze wyobrażamy sobie, że siedzi sobie w rogu i zastanawiamy się, co on by myślał w trakcie, gdy rozmawiamy.

Film ukazał pewien rodzaj męczarni, jaką Freddie przeżywał jako imigrant oraz jako mniejszość seksualna. Byłeś bardzo blisko z Freddiem. Czy byłeś świadkiem tej męczarni i tego jak sobie z tym radził?

Tak, myślę, że miał ten problem. W tamtych czasach wszystko wyglądało inaczej, wszystko było ukrywane. Myślę, że czuł się skonfundowany. Miał kilka bardzo ładnych dziewczyn, bo miał w sobie to coś, co je przyciągało, więc tak, był ze sobą skonfliktowany i myślę, że w filmie dobrze to pokazano.

Myślisz, że film poddaje ludziom pod rozwagę kwestię problemów, z jakimi mniejszości zmagają się w społeczeństwie?

Myślę, że wiele osób znajduje się w pewien sposób w mniejszości i mam nadzieję, że znajdują w filmie punkt odniesienia i mogą poczuć się silniejsi. Jest zbyt wiele granic i murów oraz zasad kulturowych, w które osobiście nie wierzę, sądzę, że powinniśmy mieć swobodę myśli i że każdy jest inny.

Przejdźmy do Live Aid. W filmie ukazane jest jako moment spajający grupę, która była u progu rozpadu.

Tak naprawdę nie byliśmy… Cóż, byliśmy dość blisko rozpadu. Ale tak naprawdę, to Live Aid dotknął nas w czasie, kiedy byliśmy znudzeni i lekko zmęczeni. Myślę, że dodał nam skrzydeł i przypomniał nam, że byliśmy dobrym zespołem i ludzie mieli dla nas wiele uwielbienia. Odnowiło to naszą pewność siebie.

Jakim uczuciem było stanąć na scenie Live Aid?

To było coś nowego, gdyż graliśmy za dnia, nie było zbyt wiele świateł, a my mieliśmy na sobie zwykły ubiór. Pomyśleliśmy sobie, że lepiej dać dobry występ, pozwolić muzyce mówić za siebie. Pamiętam, że wyglądałem podczas Radio Ga Ga i myślałem, że publiczność to kocha, idzie nieźle, a jakieś 10 minut później, pod koniec, podczas We Are the Champions, publiczność wyglądała jak pole kukurydzy, wszyscy machali rękoma, pomyślałem sobie wtedy „Tak, idzie świetnie. Myślę, że odwaliliśmy tu kawał dobrej roboty”. To było bardzo satysfakcjonujące doznanie.

Jednym z klasycznych momentów Live Aid była zabawa Freddiego z publicznością. Kiedy ten rodzaj interakcji się zaczął?

Zaczęło się niewiele wcześniej, jakieś dwa lata wcześniej, kiedy zorientowaliśmy się, że istnieje więź między publicznością a zespołem, więc zawsze zachęcaliśmy ludzi do śpiewu, do interakcji z nami. Freddie stał się prawdziwym mistrzem tej interakcji, więc czuliśmy się jak jedność. Kiedy śpiewa We Are the Champions, to nie chodzi tu u nas, chodzi o to, że my wszyscy jesteśmy mistrzami. To wspaniałe uczucie wspólnoty i o to w tym wszystkim chodzi.

Skąd wziął na to pomysł?

To było coś, nad czym pracował. To coś, co rozwinął. Był w tym dobry, skutecznie zarządzał. Wypracował to i za każdym razem wyglądało to inaczej.

W Radio Ga Ga poruszasz temat zmian w muzyce przez lata. Jak oceniasz dzisiejszą muzykę?

Cóż, my się obecnie nie zmieniamy, jesteśmy tym, czym jesteśmy. Za to jak zmienia się muzyka, tego nie mogę powiedzieć. Myślę, że w obecnej muzyce jest zbyt wiele automatyzacji. Zbyt wiele maszyn, zbyt wiele mechanicznego dostrajania i tak naprawdę nie widzisz wirtuozów swoich instrumentów, więc myślę, że ludzie nie ćwiczą umiejętności gry na instrumentach w takim stopniu, jak kiedyś. Przeciwnie, polegają na innych technikach, takich jak samplowanie i sztuczki studyjne. Nie znoszę auto tune’u, który słyszę wszędzie. To jest tak, że ktoś śpiewa do mikrofonu, a potem ktoś inny odtwarza dźwięk. To irytujące. Kiedy słuchasz Whitney Houston wykonującą utwór, to jest to śpiewanie albo Aretha Franklin, ona nie potrzebowała auto tune’u.

Radio Ga Ga dotyczyło radia. To była era, gdy radio zaczęło być zastępowane przez telewizję, którą obecnie zastępuje streaming.

Tak, tak, to prawda. Wydawało się, że MTV jest olbrzymie w całej Ameryce. Wydawało się, że teledyski przejęły władzę i stały się ważniejsze od muzyki. Szczerze mówiąc, kosztowały dziesięć razy więcej niż koszt produkcji albumu. Zdawało się, że to wszystko zmierza w niewłaściwym kierunku. Pomyślałem sobie, że zakochaliśmy się w muzyce nadawanej przez radio, ale potem sami zaczęliśmy tworzyć wspaniałe, wielkie i drogie teledyski, więc chyba nie jestem odpowiednią osobą, żeby się o tym wypowiadać.

W jednym z wywiadów wspomniałeś, że Bohemian Rhapsody nie należy do Twoich ulubionych utworów.

Uwielbiam ją, uważam, że to świetna piosenka. Nie wiem czy ulubiona. Jest trudna. Jest wiele naszych utworów, które lubię i nie chciałbym stawiać jednego z nich ponad innymi. Mam jakąś szczególną sympatię względem Under Pressure, gdyż nagrywanie jej było świetną zabawą i nagrywanie tego kawałka dało wiele osobistej satysfakcji, a przy okazji ma on jeszcze coś do powiedzenia. Ulubionych utworów – tych mam sporo.

Film jest bardzo popularny w Japonii, a Queen został pokazany jako zespół głęboko związany z tym krajem. Niektórzy spierają się, że Queen stał się najpierw popularny w Japonii, a dopiero potem w Wielkiej Brytanii i USA. Czy mógłbyś rozwiać te wątpliwości?

To nie jest takie oczywiste. W Wielkiej Brytanii staliśmy się trochę popularni, a w Ameryce troszeczkę popularni. Potem wybraliśmy się do Japonii, gdzie okazało się, że jesteśmy na szczycie. Potem wróciliśmy do Wielkiej Brytanii i tam też byliśmy na szczycie. Jednak to Japonia pierwsza pokochała Queen i oszalała na punkcie zespołu. Nigdy o tym nie zapomnieliśmy, pierwszy przylot do Hanedy w Tokio, to było niewiarygodne. Cała trasa była niczym sen.

To z tego powodu wpadliście na pomysł nagrania japońskich piosenek?

Tak myślę, ale zakochaliśmy się w kulturze. Freddie oszalał, leciał do Tokio po prostu na zakupy, dwutygodniowe zakupy.

Jak wiele razy byłeś w Japonii?

Dobre pytanie. Przynajmniej dziesięć – dwanaście razy.

Czy za każdym razem udajesz się do konkretnych miejsc?

Pamiętam, że przy okazji jednej z tras byliśmy wszędzie. Poszliśmy do takich miejsc jak Kanazawa i wielu innych miast. Czasami zaś wybieraliśmy się tylko do Tokio i Osaki. Raz zrobiłem nawet koncert z dwojgiem moich bohaterów, Joni Mitchell i Bobem Dylanem. Daliśmy koncert przed dużą świątynią na obrzeżach Osaki, to było wspaniałe. Kojarzę, że nagrałem piosenkę z Yoshikim [Foreign Sand z albumu Happiness? – przyp. QP].

Czym jest dla Ciebie Queen?

Zespół tworzymy obecnie Brian May i ja, przez co staliśmy się sobie bliżsi. Zdaliśmy sobie sprawę, że to nasze życie oraz nasze przeznaczenie i myślę, że czerpiemy z tego radość. Mamy tego wspaniałego wokalistę, Adama Lamberta, z którym praca to sama radość i z którym tworzymy piękne połączenie. Jest od nas o wiele młodszy, ale to działa. Jest bardzo inteligentny i posiada najpiękniejszy głos. Zorientowaliśmy się, że lubimy robić, to co robimy, póki jeszcze możemy to robić. Nie wiem jak długo jeszcze się uda, ale póki co czerpiemy przyjemność z grania i nie możemy doczekać się kolejnej trasy, kiedykolwiek ona będzie.

Rozmawiał: Akira Saheki
Tłumaczenie: mike
Źródło: NHK World – Japan

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s