Brian przeszedł zawał – tłumaczenie fragmentów filmu na Instagramie

UWAGA – tłumaczymy ze słuchu, nie jesteśmy profesjonalistami, tłumaczenia mają swobodny, a nie dosłowny charakter, staraliśmy się jednak zachować sens wypowiedzi Briana.

Hej ludzie,

Zastanawiałem się czy opowiedzieć moją historię tutaj, gdyż ma charakter trochę bardziej intymny. Ale sądzę, że wymaga opowiedzenia, bo ludzie sprowadzają ją do absurdu, więc opowiem Wam, co naprawdę się stało.

Powiedziałem Wam, że naderwałem mięsień, taką diagnozę otrzymałem, myśleliśmy, że to na skutek kuriozalnego wypadku w ogrodzie. Nie wiedziałem, że to było zabawne, nie mogę zapomnieć, iż ludzie uznali to za zabawne. Bardzo wkurzyły mnie teksty w stylu „Brian May ma ból dupy” i tym podobne. Tak czy inaczej, okazało się, że to nie był prawdziwy problem.

Źródło: Instagram Briana

Zrobiono mi rezonans i tak – naderwałem mięsień pośladkowy wielki – i bardzo łatwo można było to powiązać, naderwał mięsień i stąd ten ogromny ból, pojawiły się te historie o „bólu dupy”. Nie przeszedłem żadnych dalszych testów.

Minął tydzień, a ja cały czas byłem w zasadzie w agonii, prawdziwej agonii, w pewnym momencie chciałem ze sobą skończyć, ból był niewyobrażalny. Ludzie mówili, że naderwany mięsień nie może być przyczyną takiego bólu. Ostatecznie zrobiono mi kolejny rezonans, ale tym razem odcinka lędźwiowego kręgosłupa. Okazało się, że miałem ściśnięty nerw kulszowy, który powodował ból sprawiający wrażenie, jakby ktoś cały czas przystawiał mi śrubokręt do pleców, było to wykańczające.

Wreszcie zaczęliśmy leczyć prawdziwą przyczynę bólu, bo ja przez 10 dni przykładałem woreczki z lodem w niewłaściwym miejscu. Tak wygląda jedna część historii i obecnie czuję się o wiele lepiej, uwolniłem się już od tego strasznego bólu, który w zasadzie wyniszcza umysł, nie mogę uwierzyć jaki to miało wpływ na mój mózg (…).

Źródło: Instagram Briana

Pozostała część historii jest nieco bardziej dziwna i szokująca, w każdym razie ja przeżyłem szok, myślałem, że jestem bardzo zdrowym facetem, wszyscy mówili, że mam świetne ciśnienie i puls, utrzymywałem kondycję, jeździłem na rowerku, utrzymywałem zdrową dietę, nie przyjmowałem zbyt wiele tłuszczu.

Tak czy inaczej, w połowie sagi bolących pleców przeszedłem mały atak serca. Tak jak powiedziałem, mały, nie wyrządził mi żadnej drastycznej szkody, to było mniej więcej 14 minut bólu w klatce piersiowej i uczucie zakleszczenia, to dziwne uczucie w rękach oraz intensywne pocenie się. Wiecie o co chodzi, wszyscy słyszeliście i zastanawiacie się czy to na pewno atak serca? Krótko mówiąc, mój wspaniały lekarz osobiście zawiózł mnie do szpitala i od razu trafiłem na badania (…). Spojrzeli na mnie i powiedzieli: „Brian, niestety jest to bardziej skomplikowane niż myśleliśmy, musimy porozmawiać zanim założymy stenty”. Tak też się stało, wróciliśmy na izbę przyjęć. Miałem szczęście, że zostałem potraktowany jako nagły przypadek, chociaż pewnie takim nie był, ale lekarze byli bardzo wspaniałomyślni.

Następnego dnia o wszystkim porozmawialiśmy, istniało jednak duże napięcie, okazało się, że mam trzy przeciążone tętnice, co groziło zablokowaniem dopływu krwi do mojego serca. Mojego serca jako zaworu, czy też raczej jako pompy. Była presja z jednej strony, by przeprowadzić operację na otwartym sercu (…) i założyć potrójny bajpas. Był na to duży nacisk, mówili mi, że jeśli się na to nie zdecyduję, to stracę jedyną szansę i będę tego żałował przez resztę życia. Ale byli też inni, którzy tłumaczyli mi, że nie muszę tego robić, założymy trzy stenty i jutro wieczorem lub rano będziesz już mógł chodzić.

źródło: The Sun

Po długich namysłach zdecydowałem się na stenty. Jeszcze tego samego dnia przeszedłem zabieg. To nie było dla mnie proste, między innymi z uwagi na potworny ból nogi. W innym wypadku nie byłoby żadnego problemu. Ostatecznie musieli zastosować narkozę, bo z bólu zacząłem wyciągać wszystkie rurki. Jednak kiedy się ocknąłem, czułem się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Nie czułem tego, że we mnie grzebali, nic nie czułem i do tej pory nie czuję. To niesamowite. To niewiarygodny zabieg wykonany przez odpowiednio uzdolnioną osobę i z całego serca im za to dziękuję. (…)

Mam wrażenie, że wszyscy ludzie po 60-ce powinni poddawać się badaniom, żeby sprawdzić czy coś się u nich dzieje, czy nie. Ja nic o tym nie wiedziałem, miałem dobre wyniki z kardiogramu. Nic nie komunikowało mi, że mogę znaleźć się w prawdziwych kłopotach. Mogłem umrzeć przez te zatory. (…).

Obecnie Brian czuje się dobrze i jest w trakcie rehabilitacji. Miejmy nadzieję, że najgorsze ma już za sobą.

Transkrypcja i tłumaczenie: mike

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s