Wywiad Rogera dla magazynu Rolling Stone – o pandemii, sequelu Bohemian Rhapsody i o przyszłości

Poniżej prezentujemy tłumaczenie niedawnego ciekawego wywiadu, którego Roger Taylor udzielił magazynowi Rolling Stone.

Jak przebiega Twoja kwarantanna?

Jestem jednym ze szczęściarzy. Mamy domek na plaży w Kornwalii, na południowym-zachodzie Wielkiej Brytanii. Mamy tam mnóstwo przestrzeni, więc nie było tak źle. Oczywiście, tak jak dla wszystkich, to było dziwne i niepokojące doświadczenie. Nie wiedzieliśmy co może wydarzyć się dalej i w zasadzie nadal nie wiemy.

Twoje życie zmieniło się w mgnieniu oka. Dopiero co skończyliście trasę po całej Australii, kiedy to się wydarzyło.

Mieliśmy dużo szczęścia. Ukończyliśmy trasę tuż przed uderzeniem pandemii. To była jedna z najwspanialszych tras. Kiedy wróciliśmy do domu, wszystko się zaczęło. Los nam sprzyjał, ale niestety musieliśmy odwołać europejską trasę. Przełożyliśmy ją na następny rok. Tak wiele rzeczy zostało obecnie wstrzymanych. Powrót do normalności zajmie nam trochę czasu.

Czy potrafisz odprężyć się w domu i cieszyć się wolniejszym tempem życia, czy może bliżej Ci do zwariowania?

Nie wariuję. Jednak rozumiem ludzi żyjących w mieszkaniach albo w środowisku miejskim, którym zaczyna odbijać. To musi być bardzo trudne. Ja miałem możliwość wyjścia nad morze bez zbliżania się do kogokolwiek. Mieliśmy szczęście. Ale naprawdę współczuję każdemu, kto utknął w mieszkaniu bez możliwości wyjścia na zewnątrz i socjalizacji. Myślę, że najgorsza była niewiedza co do tego, jak to się wszystko potoczy. To właśnie przepełniało niepokojem.

Opowiedz mi o swojej nowej piosence „Isolation”.

W piwnicy naszego domu wakacyjnego mam mały zestaw perkusyjny. Zacząłem dawać na Instagramie lekcje dla początkujących, dzieląc się małymi trickami, o których nigdy nie wspominają podczas profesjonalnych zajęć, chodziło o naprawdę proste rzeczy. Mam wrażenie, że podczas formalnych lekcji z instrumentem panuje niewłaściwe podejście. Robiłem te lekcje, a siedząc w ogrodowej altance myślałem: „Oto jesteśmy, w izolacji. Powinienem napisać o tym piosenkę i przekonać się czy ludzie podzielają moje uczucia, zważywszy na to, jak wiele osób przechodzi przez to samo”.

Grasz w niej na wszystkich instrumentach?

O, tak. Lubię grać na wszystkim, wtedy jesteś tylko ty. Jesteś za wszystko odpowiedzialny.

W jaki sposób ją nagrałeś?

Kiedy wróciłem do domu w Surrey, tuż pod Londynem, mam tam studio. Wszedłem do niego i wszystko nagrałem. Działo się to po tych dziewięciu tygodniach, kiedy pozwolono nam się przemieszczać. Wygląda na to, że ta piosenka całkiem się podoba, co jest bardzo miłe. To spontaniczne nagranie, reakcja na okoliczności.

Myślałem o tym, jak pandemia wpłynęła na wszystkich. Nie w takim samym zakresie, ale jednak na wszystkich. Wiele osób ją ignoruje i przez to ogromna ilość ludzi będzie zapewne cierpieć.

Czy myślisz o napisaniu więcej piosenek i być może o kolejnym solowym albumie?

Przez ostatnie pięć lat wypuściłem kilka rzeczy w sieci. Mam mały zbiór piosenek, które kiedyś chciałbym opublikować. Kiedy będzie ich wystarczająco dużo, to byłoby miło [wydać album – przyp. QP].

Jedna z rzeczy, które upodobałem sobie w czasie izolacji to nowe wydawnictwo Boba Dylana. Świetnie było go słyszeć w pokoju. Uwielbiam jego nowy album. Kawałki, które kolejno wypuszczał, “I Contain Multitudes” i “Murder Most Foul” są fantastyczne. Sprawiły mi naprawdę mnóstwo radości podczas tych tygodni.

Amsterdam, 30 stycznia 2015 r.; fot.: queenconcerts.com

Czy tęsknisz za sceną? Brakuje ci wrzawy publiczności?

Odbyliśmy w tym roku dość dużą trasę po Australii, Nowej Zelandii, Japonii i Korei Południowej. Jeszcze nie zatęskniłem za drogą, ale na przyszły rok mamy zaplanowaną dużą trasę po Europie. Planujemy, żeby koncerty odbyły się dokładnie w tych samych datach, co pierwotnie zaplanowane, oczywiście jeśli widzowie będą skłonni wybrać się na koncerty. Trzymamy kciuki za szczepionkę. Zobaczymy.

Czy nie miałbyś problemu z graniem na scenie w przypadku, gdyby do tego czasu nie było szczepionki?

Jeśli nie będzie szczepionki, to nie wiem czy będziemy grali. Będę spokojny, gdy będę miał poczucie, że ryzyko dla widowni nie istnieje lub jest minimalne. Nie zdziwiłbym się, gdyby publiczność nosiła w przyszłym roku maseczki. Zobaczymy. Podobnie jak wszyscy, nie wiem co będzie.

Byłem na zeszłorocznym koncercie w Madison Square Garden. Hala była przepełniona energią i miłością. Film zapewnił Wam ogromne wsparcie. Nie wydaje mi się, żebyście kiedykolwiek mieli większą amerykańską publiczność.

Patrząc na poprzednią trasę, zdaje się, że masz rację. Była całkowicie wyprzedana. To było dla nas bardzo satysfakcjonujące. Myślę, że mamy nowy wpływ na młodszych fanów, którzy widzieli film i który im się spodobał. Zapewne słyszeli oni trochę naszej muzyki podczas wydarzeń sportowych czy czegoś takiego, ale nie mieli do końca pojęcia kim jesteśmy. Jesteśmy naprawdę wdzięczni za możliwość dotarcia do generacji fanów.

Adam wydaje się być z każdą trasą coraz bardziej pewny siebie. Jestem przekonany, że czujecie to na scenie.

Absolutnie. Praca z nim to czysta radość. Wspaniały wokal. Wspaniały profesjonalista. I świetne poczucie humoru, co sprawia mnóstwo frajdy na scenie. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli to teraz robić z kimkolwiek innym. Jest świetny, gra z nim to przyjemność.

Wygląda to tak, jakbyście przekopali planetę i znaleźli najlepszą osobę do tej roboty.

Tak naprawdę to nawet nie szukaliśmy. To po prostu się stało. On ma ten dar. Ma wspaniałą sceniczną charyzmę, coś w stylu Elvisa. To taki campowy Elvis, w przeciwieństwie do campowego Davida. Jest świetny. Nie mogę się go nachwalić. To także wspaniały przyjaciel i mój sąsiad w Los Angeles.

Jak miewa się Brian? Wiem, że miał niepokojące problemy natury medycznej.

To prawda. Odwołaliśmy trasę, a niedługo potem Brian poważnie zachorował. Możliwe, jak na ironię, że i tak musielibyśmy odwołać tę trasę. Brian przechodzi rekonwalescencję. Codziennie się kontaktujemy. Napędziło to strachu. To było naprawdę dziwne. Trafiło nas to podwójnie. Nasz manager również miał dość rozległy atak serca. To jest dla nas naprawdę dziwny rok, w bardzo wielu aspektach.

Rozmawiałem z Brianem niedługo przed tym, jak zachorował. Powiedział mi, że prowadziliście rozmowy na temat sequela Bohemian Rhapsody, ale byliście przeciwni. Czy padały jakieś konkretne pomysły co do tego projektu?

Muszę powiedzieć, że nie. Uważam, że powinniśmy poczekać rok-dwa lata i zastanowić się, czy robienie sequela będzie rozsądną rzeczą. Film był przebojem. Co oczywiste, byliśmy zachwyceni. Ale nie chciałbym, żeby ludzie postrzegali mnie jako robiącego kolejny skok na kasę. Musiałbym dostać naprawdę dobry scenariusz i wizję, żeby chcieć to robić. Obecnie nie widzę możliwości stworzenia sequela.

Jednakże ostatnia trasa z Freddiem w 1986 r. i końcowe lata jego życia były bardzo dramatyczne i obfitujące w wydarzenia.

To prawda. Okres post-Live Aid. Jeśli ktoś wpadnie na genialny pomysł, może o tym pomyślimy (śmiech). Obecnie jesteśmy zadowoleni z filmu, który zrobiliśmy. Jest tak wiele sequeli, które nie dorastają do pięt oryginałom. Oczywiście są takie, którym się to udało, ale generalnie jest to niebezpieczny obszar.

Musiałeś być w szoku, że pierwszy film wciągnął Was na Oscary. Niewielu to przewidywało.

To było wyjątkowe. Były Złote Globy, nagrody BAFTA, a potem Oscary! Pomyśleliśmy „Hej, bierzemy to!”. To była niesamowita przygoda, ale to nie nasz świat. Nasz świat to świat rock & rolla. To było fascynujące i interesujące. Kiedy film zdobył cztery Oscary, uświadomienie sobie tego zajęło nam trochę czasu. Miej jednak na uwadze, że Brian i ja nie dostaliśmy żadnego z nich. No ale nic nie szkodzi.

Jak długo macie jeszcze nadzieję koncertować? Myślę sobie o Charliem Wattsie. Jest prawie dekadę starszy od Was i nadal siada za bębnami.

Jest niesamowity. Gratuluję Charliemu! Brian i ja dużo o tym rozmawiamy. Mówimy sobie „Hej, pomyśl, w pewien sposób podoba nam się to bardziej niż kiedyś”. Mamy świadomość, że jest to coś, co cały czas robiliśmy i w czym jesteśmy dobrzy. Uzgodniliśmy, że będziemy robić to tak długo, jak długo będziemy w stanie robić to poprawnie i jak długo będzie nam to sprawiało prawdziwą przyjemność. Jeśli którejś z tych rzeczy zabraknie, przestaniemy to robić.

Są takie piosenki, które wręcz domagają się grania ich na żywo. Nie jestem w stanie wskazać innego zespołu, którego muzyka przekładałaby się na scenę w taki sposób jak u Was.

To prawda. W zasadzie polegamy na miłości publiczności i jej zaangażowaniu. Chcemy, żeby do nas dołączali i stali się częścią całego show. To coś, co rozwinęliśmy przez lata i co stało się częścią naszego DNA – udział publiczności.

Mam nadzieję, że uda się zorganizować trasę w 2021 r. Jak tylko będę mógł bezpiecznie wejść na halę lub stadion i zobaczyć Queen, wtedy naprawdę poczuję, że to koniec pandemii.

Tak się stanie, jak tylko lokacje będą mogły się w pełni otworzyć, a ludzie masowo gromadzić. To będzie prawdziwy mentalny krok naprzód. Mam nadzieję, że dojdzie do tego w przyszłym roku. Jeśli wierzysz w bogów, to wszystko leży teraz w ich rękach.

Rozmawiał: Andy Greene
Link do oryginału: Rolling Stone
Tłumaczenie: mike

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s