Steve Howe z Yes o nagrywaniu gitary do Innuendo

fot.: Scott Legato/Getty Images

W niedawnym wywiadzie dla magazynu Rolling Stone, Steve Howe wspominał o dziesięciu utworach, które nagrał poza swoim macierzystym Yes. Oczywiście nie mogło wśród nich zabraknąć Queen oraz Innuendo. Oto, co muzyk miał do powiedzenia na temat tej kolaboracji:

Jeździłem wtedy po Szwajcarii i robiłem trochę nagrań. Miałem kilka dni wolnego i udałem się do Montreux, z uwagi na wspomnienia związane z [albumem Yes] „Going for the One”, który był tam nagrywany. Byłem w restauracji. Obok przechodził facet i mówi: „Steve!”. Spojrzałem i był to członek ekipy Queen, który był wcześniej członkiem ekipy Yes. Chyba miał na imię Martin. Zapytał: „Czy chłopaki wiedzą, że tu jesteś? Mógłbyś wpaść i się przywitać?”.

Skończyłem lunch i poszedłem tam, to była ustawka. Przyszedłem, porozmawialiśmy chwilę i nagle mówią: „Chcemy puścić Ci album”. Ja na to: „Mam mnóstwo czasu, zagrajcie mi album.”.

Puścili album, ale „Innuendo” zostawili na koniec. Kiedy się skończyło, powiedzieli: „Czy myślisz, że mógłbyś dodać tu trochę gitary?” Odparłem: „Nie wydaje mi się, żebyście jej potrzebowali. Są tu naprawdę świetne partie.”. Oni na to: „Nie, nie, nie. Chcemy czegoś więcej.”. Powiedziałem: „Dobrze, spróbuję.”.

Mieli gitarę Gibson Chet Atkins, która była porządną hiszpańską gitarą. To jej Brian [May] użył w tym utworze. Wziąłem jedną z jego gitar i w kilka godzin późnego popołudnia zagraliśmy kilka podejść, zrobiliśmy przerwę i zagraliśmy kolejne podejście. To była zwykła improwizacja. Tego chcieli. Nie życzyli sobie określonych struktur, które potrafiłem zagrać.

Mieli do tego podejście w stylu: „zagraj cokolwiek.”. To akurat było coś, co zawsze potrafiłem. Nie wiem jak i dlaczego, ale dzięki Bogu, że to potrafię, bo uwielbiam to robić. Mogą się zadziać naprawdę dobre rzeczy podczas tego procesu, zanim producent cię dociśnie mówiąc: „Czy możesz zagrać kolejne podejście?” „Cóż, zagrałem ich już 10! Co chcesz ze mnie wycisnąć? Krew?”.

Chłopaki byli naprawdę spoko. Napisali do mnie później list z podziękowaniami i wpisali mnie do książeczki albumu. To wszystko. To wspaniale, że ich spotkałem zanim straciliśmy Freddiego. Odkryłem, że zwłaszcza Roger [Taylor], Brian i Freddie byli naprawdę miłymi ludźmi. To był prawdziwy zespół. Byli bardzo blisko. Spędzali razem czas, zgadzali się ze sobą. Byli do siebie bardzo podobni. To było piękne doświadczenie.

Link do oryginału: Rolling Stone
Tłumaczenie: mike

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s