Queen Poland

The biggest polish site about Queen

Relacja Dagmary „dagi” Szymańskiej

fot.: Rafał Sobczyk
fot.: Rafał Sobczyk

Kto pamięta rok 1998? To było 15 lat temu (2013 r.), a obecnie taki wiek osiągnęli niektórzy fani Queen. Można pomyśleć, że tylko najstarsi górale pamiętają ten rok i koncert Briana w Stodole, w stolicy Polski.

Kiedy cofam się pamięcią do września 1998 r., to chodziłam do liceum i kupiłam magiczny bilet w nieistniejącym Digitalu. Dygresja – był to sklep muzyczny mający wszystko: kasety, CD, VHSy, komis i bootlegi. Tam zaopatrywałam się w pierwsze single CD Queen za jakieś 15-20 zł. Pamiętam lato i komunikat w Telexpressie, że przyjedzie Brian. Od tego momentu zaczęłam gnębić sklep, czy już mają bilety, czy nieletni może wejść (toż to w klubie studenckim koncert!). I tak zakupiłam magiczny bilet o numerze 56!! Dziś już nie ma takich biletów – na kartoniku, pełnia barw, zdjęcie z okładki, bardzo drogocenna pamiątka. Zaczęłam odliczać dni, godziny do tego magicznego dnia. Wybrałam się pod klub z zapasem chyba 1,5 h przed otwarciem, a tam już spory tłumek! Jak to, nie jestem pierwsza?!

Po wejściu do klubu szybkie zakupy (kubek i tourbook), szatnia i czekanie na otwarcie drzwi. Fart! Stałam przy pierwszych otwieranych drzwiach, bieg pod samą scenę! Zameldowałam się w prawym rogu sceny, przy wybiegu. Później miało to swoje plusy i minusy. Plusy to możliwość wymacania Briana po nogach, uścisk dłoni, ale minus jakim były niemiłosierny ścisk, nieomal zaduszenie i siniaki na nogach przez następny tydzień. To przeżycie wykreowało u mnie przeświadczenie, że pod sceną na koncertach jest masakrycznie i można tam zginąć. Upływ lat pokazał jednak, że to tylko na Brianie tak było, na kolejnych mimo stania pod samą sceną nie było już duszenia. Widocznie głód fanów Queen był aż tak wielki.

Koncert. Idąc na niego nie kupiłam albumu Another World, bo kasy zbrakło i chciałam mieć na gadżety, dola utrzymania się z kieszonkowego. Jako rozgrzewacz wystąpił Artur Gadowski, którego dobrze znałam, bo koleżanka z liceum słuchała Iry. Ale my chcieliśmy Briana. A tu kurtynka i wyskakuje jakiś gościu co nuci jakieś rock’n’rolle i sporo osób krzyczy „Brian, Brian”. Po czasie dowiedziałam się, że to było jedno z wcieleń Briana…. T. E. Conway… na pocieszenie dowiedziałam się, iż sporo fanów też dało się oszukać. Uff. Światła zgasły i zaczął się… Mało pamiętam co i jak leciało. Pierwsze chwile to myśl – BRIAN. On tu stoi, na wyciągnięcie (dosłownie) ręki i gra na Red Special. No i klops. Brian krzywi się i przeprasza nas i zaczynają się problemy z legendarna gitarą. Zaczyna grać, ale coś jest nie tak i schodzi ze sceny i gra Jamie, potem akustyczny set, który pewnie miał być bliżej końca koncertu. Wyśpiewywanie Love of My Life, łzy, ciarki i magia, która krążyła po nas. Najwięcej emocji wzbudzają kawałki Queen, wtedy wszyscy równo zdzierają gardła. Pamiętam popis Erica Singera na bębnach, który w pewnym momencie wali płonącymi pochodniami po garach! Robiło to wrażenie. Pamiętam zmianę słów w All the Way from Memphis na „Warsaw”, wzruszające No-One But You, dedykowane – oprócz Freddiemu – również Cozy’emu, który miał grać na tej trasie, ale zginął tragicznie. To jemu na początku koncertu Brian dedykował Business. Pamiętam jako intro polonez Chopina puszczony z taśmy, a na finał zdarliśmy gardło wrzeszcząc „Sto Lat”. Artur Gadowski tłumaczył za kulisami Brianowi o co w tym biega. Zapamiętałam jeszcze dowcip Briana o Clintonie, aby jakoś uspokoić fanów, którzy chcieli słuchać muzyki. Wyraźnie było widać pewne zniecierpliwienie (zdenerwowanie) Mistrza, którego nie usłuchała Old Lady.

Po występie nikt nie miał ochoty się ruszyć, siedliśmy na scenie, ale zostaliśmy wygonieni przez ekipę techniczną. Pamiętam jeszcze pozrywane plakaty reklamowe na wszystkich slupach w okolicy, głuchotę przez dobrą godzinę, powrót do domu ostatnim metrem po 22, kontakt do fana, który robił zdjęcia i które do dziś mam w domu. Po latach okazało się, że stałam tak blisko Qbika (drągal w kurtce rzucał się w oczy), siedziałam na scenie z Meliną, Zbyszek nagrywał koncert na wniesionym Grundigu (po latach zgubił kasetę, aby ją odnaleźć i zgrać na format cyfrowy), Rafał, który podesłał mi zdjęcia na których widać kawałki mnie; Dorota czy Gosia, które gdzieś tam były i wymieniłyśmy się wspominkami. Nagle okazało się, że nie tylko ja tam byłam, że było nas więcej takich true fanów, którzy do dziś dnia trwają.

Jak brzmiał koncert można odsłuchać na bootlegach, więc nie będę streszczać.

Dagmara Szymańska
Polski Fanklub Queen
http://fanklub.queen.pl

ornament

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s